Kolejne zdjęcie ilustruje sandomierski zamek. Stojący trochę jakby z boku, w niewielkiej odległości od wzgórza, na którym znajduje się starówka.
12 kwietnia 2008
Sandomierz
Polecam podróże po Polsce. W końcu zdobyłem się na realizację pomysłu kilkudniowych wyjazdów po kraju. Efekty można obejrzeć na zdjęciach, które zamykają widoki w czasie z pierwszej podróży do Sandomierza.
Brama Opatowska otwiera drogę na stare miasto. Urokliwe, pełne ślicznych kamienic, skrywających podziemne trasy. Jedna z nich, długości prawie pół kilometra jest dostępna dla turystów.

23 marca 2008
Pitera zamiata afery PO!
Co chwila ogólnopolskie dzienniki donoszą o skandalicznych praktykach zatrudniania „swoich” w urzędach publicznych przez działaczy Platformy. Nie ma tygodnia, aby media nie informowały o wyjątkowej kreatywności w zatrudnianiu członków rodzin, partii i znajomych przez poszczególnych działaczy. Bezczelność niektórych sięgnęła już granic zdrowego rozsądku, co najlepiej wyrażają słowa radnej PO z Bielan, Pani Neski, która na pytanie o zatrudnienie synowej w jednostce podległej urzędowi marszałkowskiemu, odpowiedziała: „Syn ożenił się we wrześniu, a ja już w listopadzie załatwiłam pracę Ani przez radnego kolegę z Platformy Roberta Wróbla. On jest tam kierownikiem. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, może powinnam się postarać o lepszą?" (Gazeta Stołeczna, 15/03/2008).
Jeśli ktoś jednak sądzi, że cytowane słowa są oburzające, to lepiej, aby miał okazję wysłuchać bzdur wypowiadanych w publicznej telewizji przez osobę, która została powołana do walki z korupcją – minister Julię Piterę. Skandaliczne mijanie się z prawdą przez Piterę dopiero może doprowadzić do rozpaczy, zwłaszcza tych, dla których banalne mechanizmy korupcji politycznej przy rozstrzyganiu konkursów na kierownicze stanowiska w warszawskim ratuszu czy jednostkach samorządowych są proste i zrozumiałe jak równanie 2 + 2. Ale przedstawmy fakty.
17 marca o godzinie 8.15 TVP1 wyemitowała program „Kwadrans po ósmej”, którego gośćmi były: Julia Pitera i Grażyna Kopińska (fundacja Batorego). Gościnnie wypowiadał się również radny Tarnowa Krzysztof Nowak, który przedstawił skandaliczną procedurę obsadzenia jednej z państwowych spółek przez osobę związaną z ministrem gospodarki.
Program zdominowała jednak dyskusja wokół afery związanej z ustawianiem konkursów w warszawskim ratuszu. Koronnym argumentem Julii Pitery, wskazującym, że wbrew zdrowemu rozsądkowi należy twierdzić, iż wszystko jest w porządku, to liczby. Otóż Pani minister powiada, że w Warszawie przeprowadzono ponad 548 konkursów, z czego zanegowano i podważono wyniki jedynie 16! W tym miejscu pozwolę sobie jedynie powtórzyć za Grażyną Kopińską: aż w 16.
Pitera powiada, że na konkursy, których prawidłowość podważali dziennikarze nie wpłynęła żadna skarga. A ja zadaję pytanie: za co płacimy Pani Piterze i dlaczego sama nie podjęła żadnych kroków? Czy mechanizmy przedstawione przez Gazetę Wyborczą są nie dość zrozumiałe dla ministerialnej głowy? Gdzie jest wiecznie walcząca i węsząca za korupcją działaczka? Czy, gdy afery dotyczą jej koleżków z partii, to ostrze sprawiedliwości zostało stępione? I poza tym, jak można, tych wszystkich, którzy uczestniczyli w ustawianych konkursach nazywać tchórzami, jak pozwoliła sobie na to Pitera w rozmowie z dziennikarzem Gazety Wyborczej, tylko dlatego, że nie mają dość siły ani odwagi by walczyć z układem stworzonym w mieście pod skrzydłami Prezydent Gronkiewicz-Waltz (Gazeta Wyborcza, 1/03/2008, Ustawione konkursy i uniki Ratusza).
Oburzające jest stanowcze NIE Julii Pitery, gdy wskazywano, że w aferze obejmującej warszawski ratusz chodzi o obsadę kierowniczych stanowisk a nie podrzędnych stanowisk urzędniczych (Pitera twierdziła, że ujawnione przez gazetę konkursy dotyczyły stanowisk niekierowniczych). Owo zaprzeczenie wiele tłumaczy w zrozumieniu postępowania Pani Pitery. Pomijam, że nawet gdyby opisywana przez wyborczą afera dotyczyła nawet najniższego stanowiska w ratuszu, to powinna ona zainteresować minister ds. korupcji w rządzie Tuska. Ale w tym miejscu trzeba stanowczo powiedzieć, że Pitera kłamie. Wystarczy przeczytać klika artykułów by wiedzieć, że rzecz dotyczy rozstrzygnięć konkursów na stanowiska kierownicze: dyrektorów i wicedyrektorów biur urzędu miasta (najlepszym przykładem jest choćby procedura wyłaniania dyrektora biura promocji – Gazeta Wyborcza, 2/02/2008, Posady dla znajomych oraz Gazeta Wyborcza, 16/02/2008, Prezydent Warszawy, wciąż wybiera jak chce).
I rzecz ostatnia odnosząca się do przykładu podanego przez radnego Nowaka. Kiedy ten podał oburzający fakt obsadzenia funkcji kierowniczej przez znajomego ministra Grada, to został przez Panią minister skarcony z sugestią, iż podobnych spraw nie powinno się wyciągać pod ocenę publiczną. Jest to więc przejaw jawnej próby zamiatania własnych, skandalicznych praktyk pod polityczny dywanik, na użytek aktualnych korzyści partyjnych. Jakby nie dostrzegając, że radny Tarnowa wyczerpał już wszystkie możliwe sposoby przeciwdziałania podobnym praktykom w Małopolsce a jego publiczne oświadczenie jest wołaniem o pomoc do osoby, która podobne sprawy powinna od ręki brać pod pręgierz i rozstrzygać zgodnie z prawem i zasadami… choćby przyzwoitości.
Jeśli ktoś jednak sądzi, że cytowane słowa są oburzające, to lepiej, aby miał okazję wysłuchać bzdur wypowiadanych w publicznej telewizji przez osobę, która została powołana do walki z korupcją – minister Julię Piterę. Skandaliczne mijanie się z prawdą przez Piterę dopiero może doprowadzić do rozpaczy, zwłaszcza tych, dla których banalne mechanizmy korupcji politycznej przy rozstrzyganiu konkursów na kierownicze stanowiska w warszawskim ratuszu czy jednostkach samorządowych są proste i zrozumiałe jak równanie 2 + 2. Ale przedstawmy fakty.
17 marca o godzinie 8.15 TVP1 wyemitowała program „Kwadrans po ósmej”, którego gośćmi były: Julia Pitera i Grażyna Kopińska (fundacja Batorego). Gościnnie wypowiadał się również radny Tarnowa Krzysztof Nowak, który przedstawił skandaliczną procedurę obsadzenia jednej z państwowych spółek przez osobę związaną z ministrem gospodarki.
Program zdominowała jednak dyskusja wokół afery związanej z ustawianiem konkursów w warszawskim ratuszu. Koronnym argumentem Julii Pitery, wskazującym, że wbrew zdrowemu rozsądkowi należy twierdzić, iż wszystko jest w porządku, to liczby. Otóż Pani minister powiada, że w Warszawie przeprowadzono ponad 548 konkursów, z czego zanegowano i podważono wyniki jedynie 16! W tym miejscu pozwolę sobie jedynie powtórzyć za Grażyną Kopińską: aż w 16.
Pitera powiada, że na konkursy, których prawidłowość podważali dziennikarze nie wpłynęła żadna skarga. A ja zadaję pytanie: za co płacimy Pani Piterze i dlaczego sama nie podjęła żadnych kroków? Czy mechanizmy przedstawione przez Gazetę Wyborczą są nie dość zrozumiałe dla ministerialnej głowy? Gdzie jest wiecznie walcząca i węsząca za korupcją działaczka? Czy, gdy afery dotyczą jej koleżków z partii, to ostrze sprawiedliwości zostało stępione? I poza tym, jak można, tych wszystkich, którzy uczestniczyli w ustawianych konkursach nazywać tchórzami, jak pozwoliła sobie na to Pitera w rozmowie z dziennikarzem Gazety Wyborczej, tylko dlatego, że nie mają dość siły ani odwagi by walczyć z układem stworzonym w mieście pod skrzydłami Prezydent Gronkiewicz-Waltz (Gazeta Wyborcza, 1/03/2008, Ustawione konkursy i uniki Ratusza).
Oburzające jest stanowcze NIE Julii Pitery, gdy wskazywano, że w aferze obejmującej warszawski ratusz chodzi o obsadę kierowniczych stanowisk a nie podrzędnych stanowisk urzędniczych (Pitera twierdziła, że ujawnione przez gazetę konkursy dotyczyły stanowisk niekierowniczych). Owo zaprzeczenie wiele tłumaczy w zrozumieniu postępowania Pani Pitery. Pomijam, że nawet gdyby opisywana przez wyborczą afera dotyczyła nawet najniższego stanowiska w ratuszu, to powinna ona zainteresować minister ds. korupcji w rządzie Tuska. Ale w tym miejscu trzeba stanowczo powiedzieć, że Pitera kłamie. Wystarczy przeczytać klika artykułów by wiedzieć, że rzecz dotyczy rozstrzygnięć konkursów na stanowiska kierownicze: dyrektorów i wicedyrektorów biur urzędu miasta (najlepszym przykładem jest choćby procedura wyłaniania dyrektora biura promocji – Gazeta Wyborcza, 2/02/2008, Posady dla znajomych oraz Gazeta Wyborcza, 16/02/2008, Prezydent Warszawy, wciąż wybiera jak chce).
I rzecz ostatnia odnosząca się do przykładu podanego przez radnego Nowaka. Kiedy ten podał oburzający fakt obsadzenia funkcji kierowniczej przez znajomego ministra Grada, to został przez Panią minister skarcony z sugestią, iż podobnych spraw nie powinno się wyciągać pod ocenę publiczną. Jest to więc przejaw jawnej próby zamiatania własnych, skandalicznych praktyk pod polityczny dywanik, na użytek aktualnych korzyści partyjnych. Jakby nie dostrzegając, że radny Tarnowa wyczerpał już wszystkie możliwe sposoby przeciwdziałania podobnym praktykom w Małopolsce a jego publiczne oświadczenie jest wołaniem o pomoc do osoby, która podobne sprawy powinna od ręki brać pod pręgierz i rozstrzygać zgodnie z prawem i zasadami… choćby przyzwoitości.
02 lutego 2008
Pitera, czyli wujek dobra rada
W warszawskim ratuszu konkursy na stanowiska urzędnicze są ustawiane. Gazeta Wyborcza (02/02/08 – Posady dla znajomych) ujawnia prosty mechanizm wsadzania „swoich” na stanowiska, które powinny być obsadzane w drodze uczciwych i transparentnych konkursów zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych. Pitera poproszona przez dziennikarzy o komentarz do opisywanych wydarzeń, odpowiada: niezadowoleni z konkursów niech piszą skargi do prezydenta.
Sekretarz stanu w kancelarii premiera i pełnomocnik rządu ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w instytucjach publicznych zapomniała chyba, że organizatorem konkursów jest kierownik zakładu pracy, czyli Pani Gronkiewicz-Waltz. Pitera radzi więc wszystkim niezadowolonym z ich przebiegu, aby zgłaszali się do tego, kto w rzeczywistości jest ich organizatorem. Mają więc pisać skargę i żądać ewentualnego rozpatrzenia u osoby, która odpowiada za ustawianie konkursów i wyraża przyzwolenie na taki tryb ich funkcjonowania. Paranoja?! A czy ktoś z Państwa ma jeszcze wątpliwości?! Pani Pitera zamiast sama podjąć działania (w końcu od tego jest i za to ma płacone z naszych podatków) i wpłynąć na swoją partyjną koleżankę, aby zaniechała opisywanych przez wyborczą skandalicznych praktyk, radzi niezadowolonym by złożyli skargę do winnego złych praktyk w urzędzie miasta. Może jednak lepiej, żeby Pitera już nikomu nic nie doradzała.
I tak oto prysł w jednej chwili mit Pitery jako jedynej uczciwej i bezkompromisowej działaczki politycznej. Prysł znacznie wcześniej, choć te słowa, które przytaczam za Gazetą Wyborczą, powinny przekonać wszystkich jeszcze nie przekonanych, że z tą bezkompromisowością Pitery jest jak z zimą w tym roku w Polsce. Jest, a właściwie jej nie ma, bo co to za zima bez śniegu. Tylko i wyłącznie na kartach kalendarza.
Sekretarz stanu w kancelarii premiera i pełnomocnik rządu ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w instytucjach publicznych zapomniała chyba, że organizatorem konkursów jest kierownik zakładu pracy, czyli Pani Gronkiewicz-Waltz. Pitera radzi więc wszystkim niezadowolonym z ich przebiegu, aby zgłaszali się do tego, kto w rzeczywistości jest ich organizatorem. Mają więc pisać skargę i żądać ewentualnego rozpatrzenia u osoby, która odpowiada za ustawianie konkursów i wyraża przyzwolenie na taki tryb ich funkcjonowania. Paranoja?! A czy ktoś z Państwa ma jeszcze wątpliwości?! Pani Pitera zamiast sama podjąć działania (w końcu od tego jest i za to ma płacone z naszych podatków) i wpłynąć na swoją partyjną koleżankę, aby zaniechała opisywanych przez wyborczą skandalicznych praktyk, radzi niezadowolonym by złożyli skargę do winnego złych praktyk w urzędzie miasta. Może jednak lepiej, żeby Pitera już nikomu nic nie doradzała.
I tak oto prysł w jednej chwili mit Pitery jako jedynej uczciwej i bezkompromisowej działaczki politycznej. Prysł znacznie wcześniej, choć te słowa, które przytaczam za Gazetą Wyborczą, powinny przekonać wszystkich jeszcze nie przekonanych, że z tą bezkompromisowością Pitery jest jak z zimą w tym roku w Polsce. Jest, a właściwie jej nie ma, bo co to za zima bez śniegu. Tylko i wyłącznie na kartach kalendarza.
06 stycznia 2008
26 listopada 2007
31 października 2007
28 października 2007
27 października 2007
O co chodzi Gronkiewicz-Waltz?!
Z uwagą wysłuchałem a potem przeczytałem wywiad z Panią Hanną Gronkiewicz-Waltz w audycji Radia RMF i Newsweek'a. Kilka uwag wygłoszonych przez Prezydent miasta zwróciło moją uwagę. Niestety nie potrafię zrozumieć o co jej chodziło, więc może ktoś z czytelników naszego portalu ma pomysł i mi podpowie. Odpowiedzi proszę przesyłać na nasz adres mailowy, zaś niżej prezentuję cytaty, gdzie pojawiły się moje wątpliwości ze zrozumieniem Pani Waltz.
Wątpliwość 1. O Janie Rokicie: "To jest politycznie niepoważne i to już jest sprawa Nelly Rokity, która - rozumiem - odesłała swojego męża na ławkę do poczekania, do czasu aż ona się zrealizuje politycznie i w małżeństwie ma prawo tak zrobić, ale nie może być takiej schizofrenii, że mąż jest w jednej partii, a żona w drugiej". Pamiętacie Państwo jak kiedyś w jednym z programów Tomasza Lisa "Co z tą Polską?" Gronkiewicz wydzierała się na posła Brudzińskiego z PiS, że jest seksistą i nienawidzi kobiet bo śmiał do niej publicznie powiedzieć, że jest damą. Nie o słowa posła jednak chodzi, ale Prezydent Warszawy. Jak bowiem rozumieć, co autor chciał nam powiedzieć. Że żona ma się męża słuchać i być jego alter ego, czy może na odwrót. Jakby nie patrzeć, to chyba seksizm. Słowem mąż i żona nie mogą się różnić w poglądach politycznych. Chyba, że ktoś ma inne wyjaśnienie tej zagadki przemyśleń Pani Waltz?!
Wątpliwość 2. Personalia spółek Skarbu Państwa. "Generalnie trzeba przepatrzeć szybko budżet, odpolitycznić wszystkie spółki Skarbu Państwa (...). Na drodze konkursów, ale - myślę - musi to być przede wszystkim odpolitycznienie, tzn. to muszą być osoby, które mają bardzo duże doświadczenie w Polsce i za granicą, są świetnymi finansistami - oni powinni być menadżerami. I przede wszystkim pracować do końca, żeby nie było więcej pokusy.. ". No jak to jest? No słusznie prawi Gronkiewicz-Waltz. Ale mam jednak wątpliwość, bowiem sięgam pamięcią do zdarzeń opisywanych przez Gazetę Wyborczą a związanych z obsadzaniem i zawłaszczaniem spółek miejskich i wojewódzkich. Pamiętacie Państwo jak to było i jacy ludzie byli mianowani. Może więc ktoś będzie umiał mi wyjaśnić tę rozbieżność, która powstaje po zderzeniu rzeczywistości samorządowej, w której obraca się Pani Prezydent z wypowiadanymi przez nią słowami.
Wątpliwość 3. Eliminacje. "Legia będzie gotowa na eliminacje. Myślę, że to będzie wkrótce. Ja specjalnie to wywołałam, żeby to nie było na ten rządu, żeby minister podjął w ciągu kilku tygodni podjął ostateczną decyzję, a na razie ministra jeszcze nie ma". O jakie eliminacje chodzi Pani Prezydent. Bo mi się zdaje, że kraj który organizuje mistrzostwa Europy w piłce nożnej, w żadnych eliminacjach nie uczestniczy. Słowem, albo Gronkiewicz ma braki w zakresie piłki nożnej, albo.... no właśnie, może ktoś mnie oświeci!
Wątpliwość 4. Stadion Narodowy w Wawrze. "Nie gdzie są tory wyścigów konnych, bo to jest zabytek, tylko obok. A może Wawer, który może jest trochę za mały, ale tam też jest. Myślę, że jest kilka takich miejsc". Nareszcie, wszyscy złośliwcy, którzy wyśmiewali mój piękny Wawer dostali pstryczka w nos. Mój Wawer, w którym się wychowałem i znam znacznie lepiej niż mieszkająca w nim od kilku lat Prezydent Warszawy, dzięki jej doskonałym pomysłom może gościć najlepsze europejskie drużyny. Tylko gdzie? Ja jestem ZA, ale gdzie w Wawrze może powstać stadion? No gdzie? Proszę o pomoc bo choć w Wawrze spędziłem 29 lat...to odpowiedzi na tak postawione pytania nie znajduję.
Osobom, które zechcą wyjaśnić moje wątpliwości i zechcą przetłumaczyć co miała na myśli Pani Prezydent, będę dozgonnie zobowiązany.
Wątpliwość 1. O Janie Rokicie: "To jest politycznie niepoważne i to już jest sprawa Nelly Rokity, która - rozumiem - odesłała swojego męża na ławkę do poczekania, do czasu aż ona się zrealizuje politycznie i w małżeństwie ma prawo tak zrobić, ale nie może być takiej schizofrenii, że mąż jest w jednej partii, a żona w drugiej". Pamiętacie Państwo jak kiedyś w jednym z programów Tomasza Lisa "Co z tą Polską?" Gronkiewicz wydzierała się na posła Brudzińskiego z PiS, że jest seksistą i nienawidzi kobiet bo śmiał do niej publicznie powiedzieć, że jest damą. Nie o słowa posła jednak chodzi, ale Prezydent Warszawy. Jak bowiem rozumieć, co autor chciał nam powiedzieć. Że żona ma się męża słuchać i być jego alter ego, czy może na odwrót. Jakby nie patrzeć, to chyba seksizm. Słowem mąż i żona nie mogą się różnić w poglądach politycznych. Chyba, że ktoś ma inne wyjaśnienie tej zagadki przemyśleń Pani Waltz?!
Wątpliwość 2. Personalia spółek Skarbu Państwa. "Generalnie trzeba przepatrzeć szybko budżet, odpolitycznić wszystkie spółki Skarbu Państwa (...). Na drodze konkursów, ale - myślę - musi to być przede wszystkim odpolitycznienie, tzn. to muszą być osoby, które mają bardzo duże doświadczenie w Polsce i za granicą, są świetnymi finansistami - oni powinni być menadżerami. I przede wszystkim pracować do końca, żeby nie było więcej pokusy.. ". No jak to jest? No słusznie prawi Gronkiewicz-Waltz. Ale mam jednak wątpliwość, bowiem sięgam pamięcią do zdarzeń opisywanych przez Gazetę Wyborczą a związanych z obsadzaniem i zawłaszczaniem spółek miejskich i wojewódzkich. Pamiętacie Państwo jak to było i jacy ludzie byli mianowani. Może więc ktoś będzie umiał mi wyjaśnić tę rozbieżność, która powstaje po zderzeniu rzeczywistości samorządowej, w której obraca się Pani Prezydent z wypowiadanymi przez nią słowami.
Wątpliwość 3. Eliminacje. "Legia będzie gotowa na eliminacje. Myślę, że to będzie wkrótce. Ja specjalnie to wywołałam, żeby to nie było na ten rządu, żeby minister podjął w ciągu kilku tygodni podjął ostateczną decyzję, a na razie ministra jeszcze nie ma". O jakie eliminacje chodzi Pani Prezydent. Bo mi się zdaje, że kraj który organizuje mistrzostwa Europy w piłce nożnej, w żadnych eliminacjach nie uczestniczy. Słowem, albo Gronkiewicz ma braki w zakresie piłki nożnej, albo.... no właśnie, może ktoś mnie oświeci!
Wątpliwość 4. Stadion Narodowy w Wawrze. "Nie gdzie są tory wyścigów konnych, bo to jest zabytek, tylko obok. A może Wawer, który może jest trochę za mały, ale tam też jest. Myślę, że jest kilka takich miejsc". Nareszcie, wszyscy złośliwcy, którzy wyśmiewali mój piękny Wawer dostali pstryczka w nos. Mój Wawer, w którym się wychowałem i znam znacznie lepiej niż mieszkająca w nim od kilku lat Prezydent Warszawy, dzięki jej doskonałym pomysłom może gościć najlepsze europejskie drużyny. Tylko gdzie? Ja jestem ZA, ale gdzie w Wawrze może powstać stadion? No gdzie? Proszę o pomoc bo choć w Wawrze spędziłem 29 lat...to odpowiedzi na tak postawione pytania nie znajduję.
Osobom, które zechcą wyjaśnić moje wątpliwości i zechcą przetłumaczyć co miała na myśli Pani Prezydent, będę dozgonnie zobowiązany.
23 października 2007
chapeau bas
Zwycięstwo Platformy jest niekwestionowane. Chapeau bas, kapelusz z głowy, wynik jest rzeczywiście imponujący. Można się zastanawiać skąd tak nagły przypływ sympatii dla liderów Platformy, skąd ta niezwykła wiara w narodzie w obiecany przez Tuska cud.
Może zmęczenie dotychczasowym premierem osiągnęło już apogeum a może naród uwierzył, że szybko może być lepiej, więcej autostrad, dobrze zarabiających pielęgniarek i lekarzy, więcej młodych już nie wyjedzie do Irlandii....a może jeszcze coś innego.
Niektórzy wskazują, że przyczyna porażki PiS tkwi w przegranej przez Kaczyńskiego debacie telewizyjnej i nieporadnej próbie wykorzystania afery łapówkarskiej w roli głównej z posłanką PO Beatą Sawicką. Pewnie rację mają ci, że wiele osób nie zważając na chciwość i przestępstwo jakiego dopuściła się członkini PO, została przekonana łzami posłanki o wyjątkowej tragedii jaka dotknęła zarówno ja jak i jej rodzinę. Fakt, bagno jakie zafundowała sobie i swoim bliskim, może budzić współczucie.
Nie twierdzę jednocześnie, że sukces PO opiera się na współczuciu wywołanym łzami posłanki Sawickiej. Przeciwnie, dostrzegam pracę jaką wykonano i chylę czoła przed zwycięzcami. Ale dla nich to dopiero początek. Ciekawe czy wyciągną wnioski z nauki jaką dał im premier Kaczyński. I ciekawe czy mając wszelkie instrumenty władzy publicznej posuną się do działań, jakie stosowali wewnątrz partii. Władza rozpieszcza, a grono klakierów tylko dodaje odwagi do podejmowania szaleństw i sprzyja myśleniu o bezkarności. Ciekawe, czy zabraknie im wyobraźni....ciekawe! W każdym razie najpóźniej za 4 lata, dowiemy się!
Może zmęczenie dotychczasowym premierem osiągnęło już apogeum a może naród uwierzył, że szybko może być lepiej, więcej autostrad, dobrze zarabiających pielęgniarek i lekarzy, więcej młodych już nie wyjedzie do Irlandii....a może jeszcze coś innego.
Niektórzy wskazują, że przyczyna porażki PiS tkwi w przegranej przez Kaczyńskiego debacie telewizyjnej i nieporadnej próbie wykorzystania afery łapówkarskiej w roli głównej z posłanką PO Beatą Sawicką. Pewnie rację mają ci, że wiele osób nie zważając na chciwość i przestępstwo jakiego dopuściła się członkini PO, została przekonana łzami posłanki o wyjątkowej tragedii jaka dotknęła zarówno ja jak i jej rodzinę. Fakt, bagno jakie zafundowała sobie i swoim bliskim, może budzić współczucie.
Nie twierdzę jednocześnie, że sukces PO opiera się na współczuciu wywołanym łzami posłanki Sawickiej. Przeciwnie, dostrzegam pracę jaką wykonano i chylę czoła przed zwycięzcami. Ale dla nich to dopiero początek. Ciekawe czy wyciągną wnioski z nauki jaką dał im premier Kaczyński. I ciekawe czy mając wszelkie instrumenty władzy publicznej posuną się do działań, jakie stosowali wewnątrz partii. Władza rozpieszcza, a grono klakierów tylko dodaje odwagi do podejmowania szaleństw i sprzyja myśleniu o bezkarności. Ciekawe, czy zabraknie im wyobraźni....ciekawe! W każdym razie najpóźniej za 4 lata, dowiemy się!
20 października 2007
...a może we wtorek...
Otwarcie ulicy w poniedziałek - tak brzmi tytuł artykułu zamieszczonego w Dzienniku. Odnosi się do rzeczy banalnej. Terminu otwarcia remontowanej od wielu tygodni ulicy Puławskiej. Dzięki "sprawności" władz Warszawy nikt nie może dokładnie powiedzieć kiedy to nastąpi. Słowem, jeśli nie w poniedziałek, to może we wtorek...a jak się nie uda, to może w środę...
Wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz zapewniał, że Puławska będzie otwarta w środę, a najpóźniej w czwartek. Dziś, Bogu dziękować, mamy sobotę. A otwarcia jak nie było, tak nie ma. Gronkiewicz-Waltz zapewnia, że nastąpi w poniedziałek, i że nie bierze odpowiedzialności za słowa swojego Wiceprezydenta.
Pomijam rozbieżności w ustaleniu terminu otwarcia tej niezwykle ważnej dla komunikacji w Warszawie ulicy między najważniejszymi w mieście urzędnikami, ale odżegnywanie się od słów własnego podwładnego, jednego z najbardziej zaufanych to już przejaw wyjątkowej głupoty i to nie tylko politycznej. Przyznaję, że z podobnym zachowaniem spotykam się po raz pierwszy. Choć z drugiej strony, gdyby przyjrzeć się polityce PO w Warszawie i przypomnieć sobie choćby odwołanie przewodniczącego Rady Warszawy dlatego, że zbyt mocno popierał Prezydent miasta, to czego można się spodziewać po reszcie tych pożal się Boże lokalnych politykierów.
Wróćmy jednak do Puławskiej. W trakcie, gdy władze Warszawy szukają wspólnego terminu otwarcia kierowcy nadal muszą szukać innych dróg dotarcia do centrum miasta. Nie należę, delikatnie rzecz ujmując, do entuzjastów obecnych władz Warszawy. Szczerze jednak przyznam, że życzę im szybkiego ukończenia i otwarcia dla ruchu Puławskiej. Bynajmniej nie dlatego, że moje uczucia do Pani Prezydent uległy zmianie. O nie! Na to liczyć nie może. Po prostu, nie chcę dłużej stać w korkach.
Wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz zapewniał, że Puławska będzie otwarta w środę, a najpóźniej w czwartek. Dziś, Bogu dziękować, mamy sobotę. A otwarcia jak nie było, tak nie ma. Gronkiewicz-Waltz zapewnia, że nastąpi w poniedziałek, i że nie bierze odpowiedzialności za słowa swojego Wiceprezydenta.
Pomijam rozbieżności w ustaleniu terminu otwarcia tej niezwykle ważnej dla komunikacji w Warszawie ulicy między najważniejszymi w mieście urzędnikami, ale odżegnywanie się od słów własnego podwładnego, jednego z najbardziej zaufanych to już przejaw wyjątkowej głupoty i to nie tylko politycznej. Przyznaję, że z podobnym zachowaniem spotykam się po raz pierwszy. Choć z drugiej strony, gdyby przyjrzeć się polityce PO w Warszawie i przypomnieć sobie choćby odwołanie przewodniczącego Rady Warszawy dlatego, że zbyt mocno popierał Prezydent miasta, to czego można się spodziewać po reszcie tych pożal się Boże lokalnych politykierów.
Wróćmy jednak do Puławskiej. W trakcie, gdy władze Warszawy szukają wspólnego terminu otwarcia kierowcy nadal muszą szukać innych dróg dotarcia do centrum miasta. Nie należę, delikatnie rzecz ujmując, do entuzjastów obecnych władz Warszawy. Szczerze jednak przyznam, że życzę im szybkiego ukończenia i otwarcia dla ruchu Puławskiej. Bynajmniej nie dlatego, że moje uczucia do Pani Prezydent uległy zmianie. O nie! Na to liczyć nie może. Po prostu, nie chcę dłużej stać w korkach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)