19 maja 2026

Alternatywa dla budownictwa komunalnego?

Warszawa wprowadza nowy instrument polityki mieszkaniowej. Społeczna Agencja Najmu ma służyć zwiększeniu dostępności mieszkań na wynajem dla osób o umiarkowanych dochodach, które nie kwalifikują się do mieszkań komunalnych, a jednocześnie nie stać ich na rynkowy najem.

Podczas ostatniej sesji Rady Warszawy, na wniosek Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, radni miasta zdecydowali o przyjęciu uchwały w sprawie zasad ubiegania się oraz kryteriów uprawniających do zawarcia umowy najmu ze społeczną agencja najmu (SAN) przez osoby zamieszkujące w Warszawie. Podstawowym celem uchwały jest wprowadzenie nowej formy pomocy mieszkaniowej udzielanej przez Warszawę.

Co to jest SAN?

W założeniu SAN ma być pośrednikiem między właścicielem mieszkania a najemcą – przejmując od właściciela lokal w zarząd, gwarantując mu regularny czynsz, a następnie podnajmując lokal osobie potrzebującej, stosując niższe stawki najmu. Oczywiście najemca musi spełniać kryteria określone w uchwale rady miasta m.in. rozliczać podatek dochodowy od osób fizycznych w Warszawie, zamieszkiwać w stolicy i nie posiadać innego lokalu, który może wykorzystać do zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych. Ważne są też kryteria dochodowe, które z jednej strony pozwolą przyszłym najemcą pokryć koszty czynszu, a z drugiej, są na tyle niskie, że nie pozwalają na realizację potrzeb mieszkaniowych we własnym zakresie.

Agencje mogą również pomagać w utrzymaniu mieszkań, egzekwowaniu płatności oraz w rozwiązywaniu ewentualnych problemów społecznych najemców. Dzięki temu ryzyko właściciela jest minimalne, a osoba w trudniejszej sytuacji zyskuje realną szansę na godne mieszkanie.

W Warszawie, dzięki działalności SAN, ma się zwiększyć oferta mieszkaniowa bez konieczności budowy nowych lokali. Rozwój agencji może też wpłynąć stabilizująco na rynek najmu prywatnego. Stałe czynsze, dłuższe umowy i wsparcie instytucjonalne zwiększa poczucie bezpieczeństwa najemców i może mieć pozytywny wpływ na ograniczenie spekulacji. Z kolei właściciele mieszkań, zyskują pewność regularnych wpłat i mniejsze ryzyka konfliktów z nieuczciwymi najemcami. W dłuższej perspektywie Społeczne Agencje Najmu mogą przyczynić się do bardziej zrównoważonego, odpowiedzialnego modelu rynku mieszkaniowego w Polsce.

Na początek 50 lokali

Warszawski ratusz zakłada, że początkowo to gmina będzie finansować działalność SAN. Przyjęto, że w pierwszym roku umowa zostanie zawarta na 50 lokali, co ma służyć weryfikacji możliwości działalności SAN na warszawskim rynku. Docelowo zakłada się, że SAN będzie dysponował 300 lokalami, których czynsz ma być 15-20% niższy niż cena rynkowa i będzie pokrywać koszty dzierżawy. To optymistyczne założenie, ale też dotychczasowe doświadczenia z innych miast w Polsce wskazują, że możliwe.

Nie ma nic za darmo

Rozwiązania jakie proponuje SAN, przynajmniej w teorii, są bardzo optymistyczne. Wydaje się, że każda ze stron, najemca, wynajmujący i gmina reprezentowana przez agencję, jest w tym modelu wygrana. Niestety trzeba się liczyć z kosztami.

W warszawskim modelu, przy założeniu, że w pierwszym okresie SAN będzie zarządzał mniejszą liczbą lokali, szacowane koszty są projektowane na poziomie ponad 300 tysięcy złotych. Natomiast przy modelu docelowym, a więc z 300 lokalami, kwotę tę można oszacować na ok 1,5 mln złotych rocznie. Nie są to więc małe koszty.

Trudno przesądzać, jaki będzie ostatecznie los warszawskiego SANu. Jego rozwój zależy od kilku czynników – przede wszystkim zaangażowania ratusza, dostępności finansowania oraz współpracy z organizacjami pozarządowymi. Kluczowe jednak pozostanie zapewnienie, by czynsze pozostawały na poziomie dostępnym dla gospodarstw domowych o niskich dochodach, ale jednocześnie gwarantowały właścicielom mieszkań minimalną opłacalność. Jeśli te warunki zostaną spełnione, SAN ma szansę stać się istotnym elementem łagodzenia kryzysu mieszkaniowego w Stolicy.

21 stycznia 2026

Jeszcze jeden nowy most…

Most na Zaporze to jedna z najdłużej oczekiwanych inwestycji przez mieszkańców Wawra i Wilanowa. Planowany w latach 80. XX wieku wciąż nie może się doczekać realizacji. Tymczasem dyskusja o Planie Ogólnym i Strategii Warszawa2040+ stała się dobrym przyczynkiem do rozmów o powrocie do planów budowy kolejnej przeprawy przez Wisłę.

Skąd taki pomysł?

Nie ma przypadku w nazwie trasy i mostu Na Zaporze. Planowany w latach 80. XX wieku stopień wodny, jaki miał powstać na Wiśle, wydawał się naturalny do poprowadzenia po nim przeprawy drogowej. Trasa miał biec od ul. Augustówka w Wilanowie i łączyć się z Wałem Miedzeszyńskim w okolicach ul. Chodzieskiej i dalej prowadzić do centrum Międzylesia. Zmiana planów związanych ze stopniem wodnym spowodowała, że odstąpiono od planów budowy przeprawy.

Nie znaczy to, że wraz ze zmianą planów inwestycyjnych zniknęło również myślenie o moście łączącym Wawer z Wilanowem. Wręcz przeciwnie. Pomysł często powracał w publicznych dyskusjach, by ostatecznie znaleźć się w stanowisku Rady Dzielnicy Wawer z 14 stycznia br., która domaga się „rozważenia możliwości realizacji Mostu Na Zaporze jako uzupełniającej przeprawy przez Wisłę, powiązanej z układem drogowym Wawra.”

Jest klimat

Klimat do budowy Mostu Na Zaporze jest dobry. Po pierwsze, Wawer korzysta ze sporów i głośno wyrażanych wątpliwości przez dzielnicę Żoliborz, która nie chce budowy mostu Krasińskiego. Miejskie biuro architektury umieściło tę inwestycję w Strategii Warszawa 2040+, co wzburzyło część mieszkańców i dzielnicowych radnych. W rewolucyjnym klimacie oporu, w swoim stanowisku umieścili nawet sformułowanie, że „mosty, w tym z trasami tramwajowymi, stanowią element infrastruktury krytycznej i są w pierwszej kolejności narażone na ataki z powietrza.” Idąc tym tropem, wszelkie przeprawy mostowe najlepiej budować poza Warszawą. Pomijając jednak ten humorystyczny passus, wydawało się poważnej instytucji, radni i władze dzielnicy Wawer odpowiadają: skoro Żoliborz nie chce mostu, to porzućmy plany związane z budową mostu Krasińskiego i skupmy się na moście Na Zaporze.

Po drugie, Wawer to jedna z najdynamiczniej rozwijających się warszawskich dzielnic. Kolejna przeprawa, lokalna wpisuje się w kierunek rozwoju transportu zbiorowego i drogowego określony w najważniejszych dokumentach strategicznych stolicy. Realizacja inwestycji, która zakłada budowę mostu na Wiśle, wykonanie ciągów pieszych, wykonanie ścieżek rowerowych, infrastruktury towarzyszącej – oświetlenia i odwodnienia, przebudowę urządzeń infrastruktury to poprawa płynności poruszania się po tej części miasta, odciążenie innych przepraw mostowych i zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. To też znaczna poprawa wygody w zakresie przemieszczania się pomiędzy dzielnicami przedzielonymi w sposób naturalny Wisłą.

To budujmy

I tu przechodzimy do najtrudniejszego etapu. Póki co Most Na Zaporze pozostaje w sferze planów, chęci, apeli i stanowisk. Nie budzi większych kontrowersji, jest oczekiwany przez mieszkańców Wawra, ale tez Wilanowa i w dalszej kolejności Mokotowa i Ursynowa, a mimo wszystko nie ma szczęścia. Brakuje przysłowiowej kropki nad i, czyli decyzji o zarezerwowaniu środków i wpisaniu inwestycji do budżetu miasta i WPF. Oczywiście mówimy o niemałej kwocie. W 2015 roku szacowano koszty na prawie 700 mln zł. Dziś, kwota ta może być większa wliczając w zakres inwestycji także dojazdy, dodatkowe zjazdy i inwestycje towarzyszące.

Niemniej Most Na Zaporze to nie tylko koszty. To przede wszystkim poprawa jakości życia mieszkańców południowej części Warszawy. A przecież o to powinno chodzić. Czynienie życia lepszym i prostszym. Most Na Zaporze będzie łączył nie tylko brzegi, ale też ludzi.

Dlatego jestem za budową kolejnej przeprawy przez Wisłę!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...