Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palikot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palikot. Pokaż wszystkie posty

07 marca 2015

Desperacja Palikota

Janusz Palikot może próbować fałszować rzeczywistość. Może wmawiać nielicznym już członkom Twojego Ruchu, że jeszcze się odrodzi, że to nie koniec, ale dopiero początek, powrót do korzeni. Może udawać, że pomysł tworzenia partii o centrolewicowym charakterze nabierze nowego rozpędu. Bolesna dla Palikota prawda jest taka, że projekt, który rozpoczął 4 lata temu ani nie nabierze rozpędu, ani nie będzie wieczny. Właśnie się kończy.
Wybory do europarlamentu okazały się początkiem końca formacji kierowanej przez Palikota. Wynik poniżej oczekiwań i natychmiastowy rozpad koalicji środowisk, które miały potencjał i mogły tworzyć w przyszłości nową formację. Potem było już tylko gorzej. Kolejni posłowie rezygnujący z członkostwa, coraz mniejszy klub a w końcu odejście Andrzeja Rozenka z grupą posłów i działaczy Twojego Ruchu. Z ponad 40 osobowego klubu pozostało 12 osób a klub parlamentarny zamienił się w koło. Czy można było sobie wyobrazić aż tak dramatyczną porażkę i jednocześnie upokarzającą?
Dziś trudno sobie wyobrazić, by Janusz Palikot zdołał odzyskać pozycję trzeciej siły na scenie politycznej. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie, aby udało mu się uzyskać w wyborach prezydenckich wynik, który pozwoli mu myśleć o kupczeniu po wyborach uzyskanym politycznym kapitałem. Jeszcze trudniej wyjaśnić, choć zrozumieć łatwiej, dlaczego Janusz Palikot w tak trudnym dla siebie czasie, wypisuje na swoim blogu najzwyklejsze bzdury. Pisze On bowiem, że: „A ja uważam (i jako prezydent dążyłbym do tego z całych sił), że patriotyzm to właśnie nie przelanie żadnej kropli polskiej krwi, a nawet obronienie każdego mostu, każdej drogi, każdego domu. To jest patriotyzm i ostatecznie niech padną te mocne słowa: lepiej się poddać, niż dać wymordować i zrujnować.” (wpis: Nigdy więcej wojny, www.natemat.pl, 7.3.2015). Szkoda czasu na wykazywanie bezsensowności stosowanej retoryki w całym tekście opublikowanym przez Palikota. Szkoda też czasu, na polemikę z prostymi błędami historycznymi i tezami, które sprowadzają się do jednego: wszystkiemu winna prawica. Banalne i proste i służące jednemu. Odsunięcie publicznego dyskursu od spraw wewnętrznych Twojego Ruchu, kłopotów z ZUSem (prawdziwych bądź nie, ale mających już swoją dynamikę w publicznym odbiorze) i wrzucenie tematu, który „zaskoczy”. Musiał być jedynie na tyle kontrowersyjny by mówiąc Palikot, nie mówiono już o polityku przegranym, ale najdelikatniej rzecz ujmując kontrowersyjnym.
Być może przedstawiając się jako polityk, który w polityce zagranicznej chce prezentować politykę kolankowo-łokietkową, zwłaszcza wobec wszelkiego militarnego zagrożenia, wierzy, że uda mu się zmienić wokół siebie dyskurs. Jest to skądinąd wielce prawdopodobne. Jednak obierając kurs na populizm podlany nie małą nutą niechęci czy wręcz ślepą nienawiścią do wszelakich form patriotyzmu rozumianego jako nie tylko troskę o budowę nowych dróg, fabryk, ładu gospodarczego i rozwoju wkracza na drogę retoryki, którą można określić mianem nowoczesnego poddaństwa. Kandydat na prezydenta, który w czasie kampanii wyborczej ogłasza, że w przypadku zagrożenia zbrojnego de facto otworzy granice dla obcych wojsk jest po prostu nieodpowiedzialny i tylko zachęca do przemarszu obcych wojsk przez Polskę a być może do dłuższego postoju. Inna sprawa to ciekawe czy taki prezydent pełniłby wówczas swoje funkcje czy może raczej byłby prezydentem na uchodźstwie wylegującym się w cieniu palm na Hawajach.
Na szczęście szanse Palikota na sukces są niewielkie. Tak jak niewielkie są szanse na przekonanie Polaków, by w obliczu zagrożenia z otwartymi ramionami witali potencjalnych agresorów oddając im swoje domy, oszczędności, rodziny etc. By zachowali się jak Palikot. By zachowali się jak tchórze.

10 listopada 2014

ROGACKI KAMIŃSKI HOFMAN DOWN

Posłów PiS, którzy udali się de facto na wycieczkę do Madrytu z małżonkami zgubiła pycha. To zresztą niejedyny przypadek w ostatnich latach, kiedy nadmierna wiara we własną bezkarność prowadzi do spektakularnych upadków modelowo układających się karier polityków młodego pokolenia. Większość z nich, po jakiejkolwiek wpadce, znika z życia publicznego bez śladu. Trudno powiedzieć już dziś co będzie z posłami Prawa i Sprawiedliwości. Skala popełnionego przez nich grzechu jest duża. Jedno jest jednak pewne. Długo nie uda im się zaskarbić łask prezesa. 
Decyzja Jarosława Kaczyńskiego nie pozostawia złudzeń. Mimo, iż formalnie decyzje podejmują odpowiednie władze statutowe partii to nikt nie ma wątpliwości, że nie będą one sprzeczne z opinią samego prezesa. Trzech młodych parlamentarzystów PiS straci wysokie miejsca w hierarchii politycznej. Nie znajdą się na listach wyborczych a ich kariera krajowa dobiegła końca. Być może zapowiedź szybkiej i ostrej decyzji władz PiSu wobec podróżników ma podłoże przedwyborcze. Nie można tego wykluczyć. Jednocześnie trzeba przyznać, że jest to jedyna słuszna i właściwa decyzja jaką mógł podjąć Prezes PiS. I podjął.
W tym kontekście zachowanie władz Platformy Obywatelskiej wobec choćby Sławomira Nowaka i jego dalszy udział w pracach klubu PO może budzić stosowne pytania o konsekwencje słów i czynów polityków tej formacji (bo co do wiarygodności samego Nowaka już chyba nikt nie ma złudzeń). Co więcej, podobna sytuacja jak z posłami PiSu dotyczy również polityka PO, europosła Zwiefki. On również zachował się dwuznacznie, podpisując się na liście obecności w Parlamencie Europejskim, by zaraz potem pędzić na samolot. Za udział w komisji, w której w rzeczywistości nie uczestniczył europoseł miał zainkasować stosowne wynagrodzenie. Nieobecność europosła skrupulatnie odnotowała niemiecka telewizja. Poseł Zwiefka w nagrodę został szefem kampanii PO a potem europosłem. Klasa próżniacza, z którą walkę obiecywał Donald Tusk po raz kolejny okazała się jedynie niespełnioną mrzonką.
Janusz Palikot komentując wydarzenia związane z politykami PiS proponuje jako jedno z rozwiązań mających na celu zakończenie czy też ukrócenie podobnych praktyk w przyszłości, zwiększenie wynagrodzenia polityków. Ma to niby zmniejszać wszechobecną wśród polityków, jak rozumiem, chęć kombinowania w celu wyciągnięcia dodatkowych publicznych pieniędzy. Trudno zgodzić się z liderem Twojego Ruchu. Założenie, że człowiek bogaty jest z gruntu uczciwszy niż człowiek ubogi, jest mocno kontrowersyjne. Rzecz nie w zwiększaniu dochodów polityków, ale przede wszystkim w stworzeniu odpowiednich mechanizmów kontroli. Proste zasady rozliczania delegacji i wydatkowania publicznych środków i konsekwentne ich egzekwowanie to podstawowe narzędzie do samokontroli wydatków realizowanych przez parlamentarzystów. Ale czy obecnym politykom będzie zależeć na samoograniczeniu….wątpię. Parlamentarzyści jak latali tak będą dalej latać. Choć jedno na pewno się zmieni. Żony częściej będą zostawać w domu.

16 czerwca 2012

Panie Armand, czy ma Pan mózg? O jajach premiera nie całkiem poważnie


Odnoszę wrażenie, że po debacie sejmowej w sprawie Funduszu Kościelnego więcej uwagi skupiło się na wystąpieniach posłów Ruchu Palikota aniżeli samego Premiera. A szkoda. Premier powiedział bowiem niezwykle ważne zdanie: ”Nie było i nie będzie intencją mojego rządu oraz PO taka zmiana finansowania Kościoła, której efektem miałoby być jego osłabienie czy też atak na Kościół” (cytat za PAP). To znacznie ważniejsze niż pytanie czy premier ma jaja? Ważniejsze, bo pokazuje politykę rządu wobec kościoła i jego roli. W tym kontekście pytanie premiera czy ma jaja jest nie tylko wyrazem prymitywnej retoryki, ale przede wszystkim intelektualnej niemocy i działaniem wbrew pozorom przeciwko skądinąd ciekawej inicjatywie uporządkowania spraw związanych z finansowaniem kościoła katolickiego w Polsce.

Autor pytania - wyrażający także zapewne też troskę o jądra Premiera - nie po raz pierwszy zabłysnął „udanym” bon motem. W kwietniu na swoim profilu na Facebooku napisał (przy okazji zbliżającej się kolejnej rocznicy tragicznego wypadku samolotu prezydenckiego):”…ale by była jazda gdyby poszedł w ślady brata i znowu leciał na obchody do Smoleńska… (podobno historia lubi się powtarzać)”. To słowa oburzające i świadczące o bardzo niskim poziomie kultury osobistej. Niestety, mimo powszechnej i uzasadnionej krytyki za słowa o Jarosławie Kaczyńskim, poseł Armand zdaje się być całkowicie odporny na jakąkolwiek naukę. Tym razem zabłysnął w Sejmie.

Oczywiście, parlament zarówno Polski jak i w innych krajach europejskich bywa areną słownictwa, które dalekie jest od Wersalu. Zresztą, jak można się przekonać z wielu relacji prasowych i medialnych, co bardziej krewcy parlamentarzyści używają w dyskusji nie tylko języka. Nie znaczy to jednak, że chamstwa nie należy tępić i piętnować. I właśnie dlatego słowa Armanda Ryfińskiego nie powinny paść w Sejmie. Donald Tusk, choć jest w moim przekonaniu złym premierem, ale też i po ludzku złym człowiekiem (odwołuję się w tym momencie do własnych doświadczeń, które czytelników bloga nie muszą interesować i nie muszą się ze mną zgadzać), to jest też premierem mojego kraju i należy mu się szacunek. A ten można i powinno się również wyrażać odpowiednim słownictwem w czasie dyskusji sejmowej. Krytykować, wskazywać błędy, ale nie wprowadzać do sejmu języka rodem spod budki z piwem.

Pomijając jednak aspekt kultury czy raczej jej braku jakim wykazał się poseł Ruchu Palikota, zasadnym wydaje się pytanie o co spytałby poseł Armand premiera, gdyby była kobietą. O jajniki? Macicę? Jeśli również o jaja, to wykazałby się nie tylko brakiem kultury, ale i brakiem mózgu. Absurdalność pytania zadanego przez posła Armanda pokazuje, że wbrew powszechnej opinii wygłaszanej przez posłów Ruchu Palikota będących na co dzień zatroskanymi o język naszych rodaków wobec wszelkich mniejszości, sami tego typu wypowiedziami wpisują się w szowinistyczne stereotypy i hasła. Odwołując się bowiem do pytania o jaja premiera, poseł Armand wskazuje, że o sile i niezłomnej postawie polityka, konsekwencji w działaniu ma stanowić to czy ma jądra czy nie. W tym sensie jaja jak rozumiem, mają być wyznacznikiem męskości i siły. Idąc dalej tym tropem, można by zadać pytanie jednemu z liderów partii Palikota jakie jeszcze inne są wyznaczniki owej męskości. Dobrze, że poseł Armand oszczędził nam pytań o rozmiar członka premiera, bo tego chyba nawet lider jego formacji mógłby nie zdzierżyć…. co gorsza mogłoby się okazać, że premier, za przeproszeniem, prezentuje większą wartość własnego oprzyrządowania niż niezłomny lider nowoczesnej lewicy z Biłgoraja.

Żarty na bok. Pewnie jeszcze nie raz poseł Armand Ryfiński zachwyci erudycją. Jeszcze nie raz, nie tylko on, ale także inni równie błyskotliwi parlamentarzyści będą odwoływać się do tych czy innych części ciała swoich adwersarzy. Miejmy tylko nadzieję, że żaden na tak zadane pytanie nie zechce udowadniać, że między spodniami ma więcej niż tylko pisanki.

21 maja 2012

Cohones Palikota


Janusz Palikot dokonał aktu apostazji. Publicznie zadeklarował, że nie jest członkiem kościoła rzymsko-katolickiego. I niezależnie czy komuś się to podoba czy nie, mimo postępującej w Polsce laicyzacji, taki akt wciąż wymaga odwagi. Wymaga jaj.
Chyba nikt nie ma wątpliwości, że publiczne wystąpienia Palikota mają przede wszystkim jeden cel. To promocja nazwiska, idei, ruchu. Wszystko związane jest z osobą lidera Ruchu Palikota i wszystko wokół niego się kręci. Także teraz, najwięcej uwagi skupia na sobie sam Palikot. I nie powinno to dziwić. Polityk rodem z Biłgoraja, niemal wyklęty przez lokalną społeczność tego miasteczka na Lubelszczyźnie, domagającą się odebrania mu tytułu honorowego obywatela, zagościł na polskiej scenie politycznej już na dobre. Budowanie wizerunku niezłomnego krytyka PiSu i Platformy, odcinającego się od lewicy postkomunistycznej przyniosło mu niewątpliwy sukces rok temu, niesłusznie przykryty zwycięstwem wyborczym partii rządzącej. Dzisiejsze wystąpienie Palikota ma jednak inny charakter. To już nie tylko polityczna zabawa obliczona na wzrost sondażowych notowań, ale w dosłownym tłumaczeniu bunt. Skierowany wobec kościoła, hierarchii kościelnej, wpływu kościoła na nasze życie. I choć dziś Palikot jest otoczony jedynie grupką wyznawców, to daje przykład dla podobnych zachowań osobom, które z różnych przyczyn nie potrafiły postąpić podobnie. Mimowolnie Palikot staje na czele tych, którzy dotychczas jedynie w zaciszu domowym przeklinali kościół, odżegnywali się od niego i pomstowali na kolejne przywileje nadawane mu przez władze państwowe niezależnie od ich politycznych barw.
Może nawet wbrew sobie, wbrew własnym oczekiwaniom dzisiejszy czyn Janusza Palikota stał się publicznym aktem odwagi, mogącym ośmielić znacznie większe rzesze ludzi do podobnych działań, aniżeli tylko grupa członków jego ugrupowania. Janusz Palikot sam jeden wniósł do polskiej, ugładzonej, grzecznej polityki więcej fermentu, aniżeli ktokolwiek inny w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat wolnej Polski. Pytanie jakie się rodzi, odnosi się już nie tylko do tego czy skala zjawisk, o których mówi i uruchamia Palikot będzie na miarę jego oczekiwań, ale czy są one trwałe. O tym przekonamy się zapewne niebawem.

14 maja 2012

Jaki naród, tacy politycy

Przy okazji blokady Sejmu i równolegle odbywającej się debaty sejmowej znowu pojawiają się głosy o upadku klasy politycznej, języku jakiego używają politycy, jego wulgaryzacji. Być może owe głosy oburzenia to jedynie objaw zdrowej tkanki jaka jeszcze w nas pozostała, ale też sami musimy przyznać, że przecież zachowania, które tak ochoczo piętnujemy, nie biorą się znikąd. Politycy, są wszak tylko odbiciem nas samych.




Od ponad dwudziestu lat mamy w Polsce demokrację. System partyjny jest nieodzownym jej elementem. Partie polityczne zaś budują ludzie tacy jak my. Nasi sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, koledzy – ludzie, którzy żyją obok i wśród nas. Oglądają te same filmy, przeżywają te same radości i smutki. Różnica jest tylko taka, że gdy my naszą agresję wylewamy na blokującego nam drogę współużytkownika ruchu drogowego, przeklinamy ekspedientkę w sklepie za zbyt ślamazarną obsługę, plujemy na panią w telefonicznej obsłudze za złe naliczenie kosztów telefonicznych przez naszego operatora, oni robią to samo, tylko że przed kamerami i mikrofonami.


Internetowe filmiki z wystąpieniami Niesiołowskiego, Palikota, Millera i innych pomniejszych postaci światka polityki są jednymi z najbardziej popularnych. I nie jest to przypadek. Chętnie oglądamy, gdy polityk używa języka prostego, wzbogaconego o kilka inwektyw. Równie często oburzamy się i krytykujemy język jakiego używają. Ale właśnie takiego przedstawienia oczekujemy. Wyprana z ideologii polityka generuje takie właśnie zachowania. Chamskie, prymitywne i nastawione na zniszczenie przeciwnika, a nie polemikę i dyskusję w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania.


I nic się nie zmieni dopóki sami Polacy nie staną się innymi ludźmi. Dopóki w nas samych nie nastąpi zmiana, dalej będziemy dokonywać wyboru polityków, o których myślimy z obrzydzeniem po czym chętnie sięgamy do ich wystąpień w internecie. Warto więc pamiętać, że politycy są jedynie lustrzanym odbiciem nas samych. Może trochę wykrzywionym, może trochę przerysowanym, ale jednak naszym odbiciem.

02 maja 2012

Bój to jest nasz ostatni...

Nie ma co ukrywać. Korespondencyjny pojedynek na „gęby” wygrał Janusz Palikot. Ze swadą, przekonaniem, nowoczesnymi technikami i pstryczkiem o naćpanej hołocie. To było show jednego aktora, który wie czego chce.

Na tym tle Leszek Miller pokrzykujący do mikrofonu o kapitalistach w kongresowej, gdzie wypowiadane treści kompletnie nie współgrały z mową ciała, sprawiał wrażenie zagubionego i wsadzonego w uniform, który go uwiera. Nadto wszystko z niemałą trudnością odśpiewana Międzynarodówka a zwłaszcza słowa „Bój to jest nasz ostatni…” brzmiały niemal złowieszczo i proroczo. I co chyba gorsze dla wykonawców mogły postronnego widza wprawić w rozbawienie zwłaszcza, jeśli konfrontuje się to z muzyką z sali kongresowej.
SLD wciąż sprawia wrażenie formacji mocno obitej porażką wyborczą. Oczywiście porażką z Ruchem Palikota. Ten z kolei a zwłaszcza sam Janusz Palikot zdaje się nie zwalniać i sypie jak z rękawa mniej lub bardziej udanymi pomysłami na Polskę.
Obaj liderzy zdają się jednak nie zauważać, że głównym problemem nie jest eliminacją za wszelką cenę jednego z nich, ale wspólny front wyborczy. Jeśli myślą o rządzeniu Polską to efekciarskie wbijanie sobie szpil, silenie się na to kto jest bardziej lewicowy przysporzy im tylko kłopotów miast odsunąć od władzy aktualną koalicję.
Nie sądzę, aby wyniki kolejnych wyborów pozwoliły Ruchowi Palikota i SLD na stworzenie skutecznej koalicji rządowej, jeśli zdecydują się na samodzielny start. A to daje siłę Platformie Obywatelskiej, która mimo coraz większej liczby błędów w rządzeniu, przy spadających sondażach nadal jest w grze. Póki co nic też nie zapowiada dramatu. Zwłaszcza, że opozycja usilnie robi wszystko, aby władzy od Tuska nie przejąć. Dzisiejsze obchody 1 maja mogą Premiera Tuska jedynie utwierdzać w przekonaniu, że jest wieczny. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...