Jeśli Bronisław Komorowski potwierdzi ostatecznie start w wyborach prezydenckich, a trudno przypuszczać by było inaczej, to będzie jedynym poważnym kandydatem na urząd Prezydenta. Trudno bowiem uznać by politycy drugiego a czasem nawet jeszcze dalszego szeregu stanowili jakąkolwiek konkurencję dla prezydenta Komorowskiego. To trochę tak, jakby drużyna z ekstraklasy miała grać finał Pucharu Polski z drużyną z III ligi a może nawet okręgówki. Wynik jest więc łatwy do przewidzenia.
Poważni gracze na scenie politycznej odkryli już karty. Prawo i Sprawiedliwość zamiast lidera wystawia parlamentarzystę Andrzeja Dudę. Zresztą sam Kaczyński nie ukrywał, że jego główny cel to zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Trudno jednak uwierzyć, by była to jedyna i główna przesłanka stawiania na mało znanego polityka, którego doświadczenie polityczne jest znacznie mniejsze aniżeli lidera. Wytłumaczenie jest znacznie prostsze. Jarosław Kaczyński nie wygra wyborów prezydenckich. Dlatego stawia na polityka mniejszego formatu, który walczy o godną porażkę, a tę definiować będzie rezultat uzyskany w czasie wyborów. Miarą sukces, i o to walczy Duda, będzie druga tura.
Znacznie trudniej zrozumieć liderów SLD. Wybory samorządowe, jakby nie czytać wyników, zakończyły się porażką lewicy. Zaklinanie rzeczywistości w postaci wymieniania kilku miejsc, w których Sojusz zdobył mandaty przypomina farsę, którą uzupełnia nominacja dla pani Małgorzaty Ogórek. Jeśli Leszek Miller uważa, że ta kandydatura może stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla Bronisława Komorowskiego, to chyba tylko – z całym szacunkiem – w kategorii urody. Tej, kandydatce SLD odmówić nie sposób. Sęk w tym, że wybory prezydenckie, to nie konkurs piękności a wskazywanie kandydatki bez doświadczenia, bez przygotowania jest działaniem mało roztropnym. Można było sobie wyobrazić, że właśnie wybory prezydenckie, zaraz przed wyborami parlamentarnymi będą szansą na budowę albo silnego bloku lewicowego, skupionego wokół jednej, lewicowej lub centrolewicowej postaci bądź staną się trampoliną dla słabnących wyników sondażowych SLD i całej lewicy.
Sojusz miał w tej sprawie najwięcej aktywów. Największy klub parlamentarny, największy budżet, największe struktury. Rozpadający się Twój Ruch, dryfujący na granicy błędu statystycznego, pogrążony we własnym stowarzyszeniu Ryszard Kalisz czy mało widoczna i rozpoznawalna Unia Pracy to wbrew pozorom wciąż atrakcyjne postacie i środowiska, które rozdrobnione nie stanowią żadnej siły. Stąd trudno zrozumieć upór działaczy SLD w dążeniu do destrukcji i brak ruchów, przynajmniej widocznych dla szerokiej publiczności, zmierzających do zebrania wszystkich, którzy mogą zwiększyć szanse Millera na uzyskanie dobrego wyniku w wyborach parlamentarnych a co w niedalekiej przyszłości mogło mu dać silną reprezentację parlamentarną i być może udział we władzy. Odrzucenie kandydatury Kalisza, zawieszenie Napieralskiego to wszystko nie tworzy dobrej aury wokół lidera jak i samego SLD. Co gorsza, oprócz Małgorzaty Ogórek, o której niewiele wiadomo, a to co ujawniają media o jej życiu i karierze zawodowej wcale jej nie pomaga, wybory prezydenckie staną się plebiscytem także dla kilku innych lewicowych kandydatów. Swój udział zapowiedział już Janusz Palikot, zastanawia się Ryszard Kalisz, pewne jest, że wystartuje Anna Grodzka i też nie wiadomo co zrobi Unia Pracy. Na łaskę prezydenta Komorowskiego liczy też Piotr Ikonowicz, który również zgłasza swoje aspiracje prezydenckie. W sumie więc może być tak, że o lewicowy elektorat ubiegać się będzie czterech a być może nawet sześciu kandydatów.
Czyż to nie będzie piękna porażka całej lewicy?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miller. Pokaż wszystkie posty
03 lutego 2015
14 maja 2012
Jaki naród, tacy politycy
Przy okazji blokady Sejmu i równolegle odbywającej się debaty sejmowej znowu pojawiają się głosy o upadku klasy politycznej, języku jakiego używają politycy, jego wulgaryzacji. Być może owe głosy oburzenia to jedynie objaw zdrowej tkanki jaka jeszcze w nas pozostała, ale też sami musimy przyznać, że przecież zachowania, które tak ochoczo piętnujemy, nie biorą się znikąd. Politycy, są wszak tylko odbiciem nas samych.
Od ponad dwudziestu lat mamy w Polsce demokrację. System partyjny jest nieodzownym jej elementem. Partie polityczne zaś budują ludzie tacy jak my. Nasi sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, koledzy – ludzie, którzy żyją obok i wśród nas. Oglądają te same filmy, przeżywają te same radości i smutki. Różnica jest tylko taka, że gdy my naszą agresję wylewamy na blokującego nam drogę współużytkownika ruchu drogowego, przeklinamy ekspedientkę w sklepie za zbyt ślamazarną obsługę, plujemy na panią w telefonicznej obsłudze za złe naliczenie kosztów telefonicznych przez naszego operatora, oni robią to samo, tylko że przed kamerami i mikrofonami.
Internetowe filmiki z wystąpieniami Niesiołowskiego, Palikota, Millera i innych pomniejszych postaci światka polityki są jednymi z najbardziej popularnych. I nie jest to przypadek. Chętnie oglądamy, gdy polityk używa języka prostego, wzbogaconego o kilka inwektyw. Równie często oburzamy się i krytykujemy język jakiego używają. Ale właśnie takiego przedstawienia oczekujemy. Wyprana z ideologii polityka generuje takie właśnie zachowania. Chamskie, prymitywne i nastawione na zniszczenie przeciwnika, a nie polemikę i dyskusję w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania.
I nic się nie zmieni dopóki sami Polacy nie staną się innymi ludźmi. Dopóki w nas samych nie nastąpi zmiana, dalej będziemy dokonywać wyboru polityków, o których myślimy z obrzydzeniem po czym chętnie sięgamy do ich wystąpień w internecie. Warto więc pamiętać, że politycy są jedynie lustrzanym odbiciem nas samych. Może trochę wykrzywionym, może trochę przerysowanym, ale jednak naszym odbiciem.
Od ponad dwudziestu lat mamy w Polsce demokrację. System partyjny jest nieodzownym jej elementem. Partie polityczne zaś budują ludzie tacy jak my. Nasi sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, koledzy – ludzie, którzy żyją obok i wśród nas. Oglądają te same filmy, przeżywają te same radości i smutki. Różnica jest tylko taka, że gdy my naszą agresję wylewamy na blokującego nam drogę współużytkownika ruchu drogowego, przeklinamy ekspedientkę w sklepie za zbyt ślamazarną obsługę, plujemy na panią w telefonicznej obsłudze za złe naliczenie kosztów telefonicznych przez naszego operatora, oni robią to samo, tylko że przed kamerami i mikrofonami.
Internetowe filmiki z wystąpieniami Niesiołowskiego, Palikota, Millera i innych pomniejszych postaci światka polityki są jednymi z najbardziej popularnych. I nie jest to przypadek. Chętnie oglądamy, gdy polityk używa języka prostego, wzbogaconego o kilka inwektyw. Równie często oburzamy się i krytykujemy język jakiego używają. Ale właśnie takiego przedstawienia oczekujemy. Wyprana z ideologii polityka generuje takie właśnie zachowania. Chamskie, prymitywne i nastawione na zniszczenie przeciwnika, a nie polemikę i dyskusję w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania.
I nic się nie zmieni dopóki sami Polacy nie staną się innymi ludźmi. Dopóki w nas samych nie nastąpi zmiana, dalej będziemy dokonywać wyboru polityków, o których myślimy z obrzydzeniem po czym chętnie sięgamy do ich wystąpień w internecie. Warto więc pamiętać, że politycy są jedynie lustrzanym odbiciem nas samych. Może trochę wykrzywionym, może trochę przerysowanym, ale jednak naszym odbiciem.
02 maja 2012
Bój to jest nasz ostatni...
Nie ma co ukrywać. Korespondencyjny pojedynek na „gęby” wygrał Janusz Palikot. Ze swadą, przekonaniem, nowoczesnymi technikami i pstryczkiem o naćpanej hołocie. To było show jednego aktora, który wie czego chce.
Na tym tle Leszek Miller pokrzykujący do mikrofonu o kapitalistach w kongresowej, gdzie wypowiadane treści kompletnie nie współgrały z mową ciała, sprawiał wrażenie zagubionego i wsadzonego w uniform, który go uwiera. Nadto wszystko z niemałą trudnością odśpiewana Międzynarodówka a zwłaszcza słowa „Bój to jest nasz ostatni…” brzmiały niemal złowieszczo i proroczo. I co chyba gorsze dla wykonawców mogły postronnego widza wprawić w rozbawienie zwłaszcza, jeśli konfrontuje się to z muzyką z sali kongresowej.
SLD wciąż sprawia wrażenie formacji mocno obitej porażką wyborczą. Oczywiście porażką z Ruchem Palikota. Ten z kolei a zwłaszcza sam Janusz Palikot zdaje się nie zwalniać i sypie jak z rękawa mniej lub bardziej udanymi pomysłami na Polskę.
Obaj liderzy zdają się jednak nie zauważać, że głównym problemem nie jest eliminacją za wszelką cenę jednego z nich, ale wspólny front wyborczy. Jeśli myślą o rządzeniu Polską to efekciarskie wbijanie sobie szpil, silenie się na to kto jest bardziej lewicowy przysporzy im tylko kłopotów miast odsunąć od władzy aktualną koalicję.
Nie sądzę, aby wyniki kolejnych wyborów pozwoliły Ruchowi Palikota i SLD na stworzenie skutecznej koalicji rządowej, jeśli zdecydują się na samodzielny start. A to daje siłę Platformie Obywatelskiej, która mimo coraz większej liczby błędów w rządzeniu, przy spadających sondażach nadal jest w grze. Póki co nic też nie zapowiada dramatu. Zwłaszcza, że opozycja usilnie robi wszystko, aby władzy od Tuska nie przejąć. Dzisiejsze obchody 1 maja mogą Premiera Tuska jedynie utwierdzać w przekonaniu, że jest wieczny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
