Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samorząd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samorząd. Pokaż wszystkie posty

30 października 2014

Kampania za publiczne

Nie trudno zrozumieć dlaczego władzom Warszawy nie zależy na prostych oszczędnościach wynikających z likwidacji gazet wydawanych przez urzędy dzielnicowe. To świetne narzędzie do promocji w czasie sprawowania władzy a przed wyborami darmowe narzędzie reklamy kandydatów na radnych. Grzechem byłoby nie skorzystać z tych ułatwień a poza tym kto im zabroni?
W 2009 roku przedstawiłem raport, z którego wynikało, że w Warszawie mamy kilkanaście tytułów lokalnych wydawanych przez urzędy dzielnicowe. Budżet Warszawy kosztowało to około 2.000.000 zł (słownie: dwa miliony złotych). W przeciwieństwie do wydawców prywatnych, redakcje gazetek urzędowych nie muszą zabiegać o czytelnika. Nie muszą, bo mają pewny budżet. Nie muszą szukać sponsorów, reklamodawców. Zwykle redagowane są i wydawane przez specjalnie zatrudnionych w tym celu urzędników lub przez firmy zewnętrzne. Są wydawane na dobrym, kredowym papierze. Na bogato!
Takim wydawnictwem jest też biuletyn śródmiejski o nazwie Wspólnicy, który niedawno trafił w moje ręce. Wrześniowy numer pisma zupełnie o niczym. Jednak wydany na świetnym papierze, z pięknymi zdjęciami i oczywiście wstępniakiem burmistrza dzielnicy z rządzącej PO. Jednak to mało. W środku pan burmistrz pojawia się na kolejnych fotografiach, przecina wstęgę, coś otwiera etc.
W zasadzie, z drobnymi różnicami wynikającymi z lokalnej specyfiki, większość tego typu wydawnictw ma podobny schemat. Prostacka, choć w ładnej oprawie, propaganda sukcesu za publiczne pieniądze. Nikt nie pomyśli, że likwidacja tego typu wydawnictw dałaby miastu, może nie decydujące, ale jednak znaczące oszczędności. Jeśli każdy grosz się liczy, zwłaszcza teraz, kiedy balansujemy na granicy dopuszczalnego prawem zadłużenia, to dobry gospodarz nie wydaje pieniędzy na błahostki.
Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że punkt widzenia autora mógłby się zmienić, gdyby znajdował się na miejscu wydających ją urzędników. Odpowiadam więc, że można bez żalu rozstać się z wydawnictwem dzielnicowym. Zrobiłem to w 2005 roku. Kiedy pełniłem funkcję zastępcy burmistrza dzielnicy Wola zlikwidowaliśmy jako zarząd wydawnictwo urzędu o nazwie „Kurier Wolski”. Można? Można.
PS
Niestety moi następcy z Platformy Obywatelskiej przywrócili tytuł, który rok wcześniej udało mi się zamknąć. Najwyraźniej trudno im się było oprzeć pokusie wydawania za nasze pieniądze wydawnictwa o małej wartości merytorycznej acz dużej wizualnej. W końcu gdzie indziej mieliby darmowe medium do prezentacji własnych zdjęć i tekstów tak słodkich, że aż robi się niedobrze.

24 stycznia 2012

Plotki z Ratusza

Wysocy rangą warszawscy urzędnicy potrafią korzystać z dobrodziejstw władzy. Od czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego za standard uznaje się, że dyrektorom wydziałów należy się jak "psu micha" służbowy samochód. Najlepiej z kierowcą (o wykorzystywaniu służbowych samochodów przez radnych pisałem TU). Tę praktykę skutecznie kontynuuje Prezydent Gronkiewicz-Waltz. Pewną nowością jest jednak fakt, że z tych dobrodziejstw korzystają także wybrani zastępcy dyrektorów. Do tej nielicznej elity należy ponoć Jarosław Jóźwiak zastępca dyrektor Gabinetu Prezydent Warszawy.

Pan Jóźwiak, jak donoszą "życzliwi" z Ratusza, miał otrzymać do służbowego użytku Skodę Octavię. Ponoć nie spełniała jednak jego wymagań i zasłużony samochód wymienił na wygodniejszy i większy Chevrolet EPICA. Podobnych używają wiceprezydenci Warszawy. Dwóch. Kolejnych dwóch wiceprezydentów używa wysłużonych Octavii.


Jeśliby oceniać szanse warszawskich urzędników na awans przez pryzmat służbowych samochodów, a informacje "życzliwych" znajdowały potwierdzenie w rzeczywistości, nasz bohater jest na dobrej drodze do najwyższych zaszczytów i miejskich tytułów. A przecież, o czym donosiły jeszcze jakiś czas temu media, doświadczenie zawodowe Pana Jóźwiaka ograniczało się do wiedzy zdobytej jedynie w ramach pracy w Fundacji "Świat na TAK" posłanki PO Joanny Fabisiak a prywatnie bliskiej znajomej Pani Prezydent. Jak widać jest ono wystarczające, aby współdecydować o losach prawie 2 milionowego miasta.


W każdym razie, dzięki warszawskim urzędnikom przemysł motoryzacyjny w naszym kraju z pewnością nie odczuje tak mocno kryzysu jak można by się tego spodziewać. Z kolei śledzący politykę dworską w warszawskim ratuszu dzięki zmianom samochodów i ich użytkowników lepiej będą mogli rozpoznać kto jest na fali a kogo czeka skromny etat lub jedynie rada nadzorcza miejskiej spółki. A wszystko dla naszego dobra!


22 sierpnia 2007

Limuzyna radnej Krajewskiej

Gazeta Fakt podaje ostatnio ciekawą informację. Oto Przewodniczący i Wiceprzewodniczący Rady Warszawy podróżują po Warszawie służbowymi limuzynami. Nie ma w tym nic odkrywczego, bowiem jeździli nimi także w poprzedniej kadencji. Podatnik powinien się tylko modlić, żeby liczba wiceprzewodniczących znacząco się nie zwiększała.
W kadencji 2002-2006 byłem radnym Województwa Mazowieckiego. Wówczas spośród radnych jedynie Przewodniczącemu Sejmiku przysługiwała służbowa limuzyna. Sądzę, że można to zrozumieć. Z racji obowiązków związanych z reprezentowaniem województwa przewodniczący sejmiku stosunkowo często przemieszcza się po województwie, gdzie reprezentuje Sejmik. Przyznanie mu więc samochodu służbowego wraz z kierowcą uważam za racjonalne i uzasadnione. Jego zastępcy, co podkreślam, samochodów służbowych nie posiadali.
Mogę też zrozumieć, że samochód otrzymuje przewodniczący Rady miasta. Z kolei samochody służbowe dla wiceprzewodniczących rady miasta Warszawy, to już chyba przesada.
Oto, jak podaje Fakt, wiceprzewodnicząca z Platformy Ligia Krajewska korzysta z samochodu nie tylko do celów służbowych, ale też prywatnych. Co więcej, powiada nawet (cytuje za Faktem), że jest na urlopie więc korzysta z możliwości podróżowania po Warszawie za pieniądze podatnika. Trudno się dziwić radnej Warszawy w końcu z Wesołej do centrum to jednak kawałek, a podróż samochodem służbowym z kierowcą jest przyjemniejsza niż „tłuczenie się” własnym wozem czy komunikacją miejską. Zwłaszcza, że nowe tramwaje nie dojeżdżają do Wesołej, a nawet jakby, to i tak się psują zaraz po wyjechaniu z zajezdni.
Trudno się więc dziwić radnej Krajewskiej, że za pieniądze podatników bezwstydnie korzysta z przywilejów władzy, które w jej przypadku nie znajdują żadnego uzasadnienia. Teraz trzeba tylko poczekać, jak tanie państwo będzie budować PO. Jak to mówią: POwodzenia!

16 lipca 2007

Władza we własnych mediach

Portal dzielnicy Wola (http://www.wola.waw.pl/) podaje ciekawą zapowiedź. „Prowadzane są prace zmierzające do reaktywacji lokalnej gazety "Kurier Wolski", gdzie znajdą się informację o bieżących wydarzeniach dotyczących naszej dzielnicy. Pierwszy numer ukaże się w październiku 2007 r.”. W poprzedniej kadencji, władze dzielnicy, nie zdecydowały się na wydawanie gazetki, która de facto jest tubą i zapleczem promocji akurat sprawujących władzę. Obecnej ekipie, najwyraźniej koszty i wrodzona skromność nie przeszkadzają w realizacji planów samopromocji.
Gdy Andrzej Borkowski zrezygnował na początku 2005 roku z funkcji Burmistrza dzielnicy Wola, istniała konieczność wyłonienia nowych władz dzielnicy. W połowie roku udało się skonstruować większość, która na burmistrza dzielnicy wybrała Zdzisława Sipierę (PiS) ja zaś objąłem funkcję Zastępcy Burmistrza. Wówczas, tj. w 2005 roku, wydawania Kuriera Wolskiego było już zawieszone. Tym niemniej pomysły na jego reaktywację były tematem także naszych rozważań koalicyjnych. Nie zdecydowaliśmy się jednak na wydawanie gazetki, która po pierwsze, generowała w skali roku potężne kwoty, a po drugie, wydawało nam się nieetyczne wydawanie za publiczne pieniądze własnego biuletynu.
O ile mnie pamięć nie zawodzi, to z informacji jaką Prezydent Kaczyński przygotowywał dla radnych rady miasta za 2004 rok nt. środków wydawanych na promocję i informacje w gazetach ogólnopolskich i lokalnych na terenie Warszawy, to przy pozycji Kurier Warszawski za 2004 rok podano kwotę około 170 tysięcy złotych. Były to koszty druku, zajmowanych pomieszczeń (gazetka miała własną redakcję) i osobowe, które w skali roku kalendarzowego pokrywała dzielnica na wydawanie własnej gazetki. Gazetki, w której można było dostrzec uśmiechnięte twarze włodarzy dzielnicy sypiących pomysłami rozwoju dzielnicy i ochoczo je prezentujących na łamach własnej gazety.
Entuzjaści pomysłu wydawania Kuriera powiedzą, że wpisywał się on w tradycję dzielnicy i mieszkańcy Woli wielokrotnie pytali o kolejne numery. Być może, choć do mnie tego typu głosy nie dochodziły. I nie sądzę, żeby ktoś mógł mi zarzucić brak zainteresowania dzielnicą, gdy pełniłem funkcję zastępcy burmistrza. Co więcej, próby reaktywacji Kuriera, ale już przez osoby prywatne, zakończyły się w 2006 roku wydaniem chyba jedynie dwóch numerów…kontynuacji nie było. To chyba najlepszy dowód na to, że z tym oczekiwaniem i zapotrzebowaniem na wiadomości lokalne przez mieszkańców Woli, to jednak trochę mit. Mimo, że podmiot prywatny, może zarabiać na gazetce publikując choćby reklamy, czego władzom dzielnicy robić nie wolno.
Mieszkańcy Woli mogą się więc spodziewać, że już niedługo będą mieli okazję poznać bliżej swoich radnych i zarząd dzielnicy. A to, że koszty są niewspółmiernie duże do wartości poznawczej Kuriera….cóż, czego się nie robi dla mieszkańców!

06 lipca 2007

Fachowiec z Samoobrony

Niedobrze jest z kadrami Platformy Obywatelskiej w Warszawie. Większość prominentnych działaczy zajęła stanowiska w Radach Nadzorczych spółek miejskich, została radnymi i burmistrzami, a niektórzy zasilili instytucje wojewódzkie. Mimo to liczba stanowisk, które można zająć, po sukcesie wyborczym, jaki odniosła PO w 2006 roku, przerosła możliwości absorpcji tej organizacji, bowiem ostatnio sięgnięto po fachowca z Samoobrony. Tej samej, którą Platforma publicznie odsądza od czci i wiary.
Mowa o Mieczysławie Magierskim nowym szefie komunikacji miejskiej w Warszawie. Ów dżentelmen kierował komunikacją w Płocku. Nie wiem czy z sukcesami, choć jak donosi prasa odszedł po konflikcie ze związkami zawodowymi. Nie przesądzam czyja była wina, bo nie to jest tematem niniejszego tekstu i nie posiadam w tej sprawie wiedzy. Warty odnotowania jest jedynie fakt, że pan Mieczysław Magierski w ostatnich wyborach samorządowych kandydował z list Samoobrony do rady miasta Płocka. Nie wiem, co przesądziło, że zdecydował się kandydować z list ugrupowania, które nie należy do grona przyjaciół politycznych PO. Nie wiem też, co było przyczyną, że właściciel spółki, w tym przypadku Prezydent miasta zdecydował się na pana Magierskiego. Częściowo odpowiedzi udziela Przewodniczący Rady Nadzorczej MZA Wiceprezydent Warszawy Jerzy Miller: ” Liczymy, że pan Magierski sprosta temu zadaniu. Ma nie tylko wykształcenie techniczne [jest absolwentem Politechniki Warszawskiej], ale też ekonomiczne - skończył studia MBA. Zarządzał także komunikacją w Płocku” (Gazeta Wyborcza, Magierski przesiada się na warszawskie autobusy, autor: Krzysztof Śmietana, 27/06/2007).

No cóż, nam warszawiakom pozostaje wierzyć, że Pan Magierski okaże się dobrym menadżerem i poprawi jakość usług oferowanych przez MZA. A PO życzyć więcej nominantów na różne stanowiska spoza ich partii! Może wówczas miasto będzie lepiej funkcjonować!

PS
Autorowi nie udało się dotrzeć do informacji czy Pan Mieczysław Magierski jest lub był członkiem Samoobrony. Na stronach PKW oraz Gazety Wyborczej („W Samoobronie o wejście do rady miasta walczyć będą m.in. Krzysztof Kania, były radny i wiceprezydent miasta, były szef płockich drogowców Mieczysław Markuszewki, a także były szef KM Mieczysław Magierski. Jedną z list Samoobrony otwiera Andrzej Marszałek, bramkarz szczypiornistów Wisły Płock” – Hubert Woźniak, Kto kandyduje do płockiej rady miasta, 15/10/2007) widnieje jedynie informacja, że był on kandydatem partii Andrzeja Leppera w wyborach do rady miasta Płocka. Kandydował w okręgu wyborczym nr 2, z miejsca 2.

03 lipca 2007

Ale się wkurzyłem...

Wpadł mi w ręce dodatek warszawski Dziennika. Mój pech, że spojrzałem na pierwszą stronę a potem przeczytałem artykuł z pierwszej strony pt. Nie ma szans na piękny plac (Dziennik, 03/07/2007, autor: Karol Kobus). I co wyczytałem? ”Plac przy pasażu Wiecha miał być wyremontowany jeszcze w tym roku. M.in. z powodu bałaganu w biurkach samorządowych urzędników prace się nie rozpoczną". Ręce opadają.
Według dziennika „miasto zgodziło się wydzierżawić firmie DTC pasaż Wiecha na 30 lat. Nie przystało jednak na propozycję, by wydzierżawić też sąsiadujące z nim skwery (…). Władze Warszawy zdecydowały, że skwery wyremontują we własnym zakresie. DTC przekazało miastu projekt, który obejmuje również rewitalizację otoczenia Rotundy i skwer nad tunelem ul. Złotej”.
Nie chcę oceniać, czy decyzja władz miasta o samodzielnym remoncie skwerów jest dobra czy zła. Próbuję jedynie zrozumieć, dlaczego, mimo iż jest inwestor prywatny z pieniędzmi, mimo, że samo miasto posiada środki na remont, nadal część centrum Warszawy wygląda jak najgorsze slumsy. Próbuję zrozumieć, dlaczego żadna miejska instytucja nie jest w stanie odpowiedzieć - co także blokuje remont - do kogo należy tunel pod ulicą Marszałkowską?!
Do rozpaczy zaś doprowadziła mnie wypowiedź pana Andrzeja Michalskiego szefa delegatury biura architektury i polityki przestrzennej w Śródmieściu w odpowiedzi na pytanie „dlaczego urzędnicy nie chcą współpracować z prywatną firmą zgodnie z zasadami partnerstwa publiczno-prywatnego?” odpowiedział: „- Mamy złe doświadczenia.”
I jak tu się nie wkurzyć!

01 lipca 2007

Pociąg Halickiego

Andrzej Halicki nie jest nową postacią w polityce. Stąd być może, przy wsparciu władz krajowych, ostro pogrywa z Prezydent Warszawy. Póki co, z sukcesami.
Jednym z argumentów, jakiego Halicki używał próbując przekonać mnie i moich kolegów do wiernopoddańczego zachowania wobec Tuska i Schetyny przed wykluczeniem z Platformy, był argument komunikacyjny. Poseł Halicki przedstawiał się jako namiestnik władz krajowych, które wyciągają rękę do zagubionych i omamionych Pawłem Piskorskim, zaś pociąg zwany władza w PO podąża już bez europosła. Do nas, wedle słów Halickiego, należał wybór. Jakiego wyboru dokonaliśmy, to wiadomo. Zostaliśmy wykluczeni z PO a pociąg Halickiego pojechał bez nas.
Ekspres posła Halickiego podąża więc dalej. Zmieniają się jedynie pasażerowie. Niedawne odwołanie Lecha Jaworskiego, przewodniczącego rady Warszawy, zausznika Gronkiewicz-Waltz, to już jednak nie tylko wymiana pasażera. Warto podkreślić, że w historii samorządu warszawskiego, nigdy jeszcze nie doszło do podobnie kompromitującej sytuacji. Partia wycofuje rekomendację dla swojego przewodniczącego, ponieważ ten zbyt mocno wspiera(ł) Prezydent Warszawy z tej samej partii. Konflikt nie ma więc charakteru jedynie drobnego incydentu, ale zaczyna przypominać kłótnie o podział władzy w samej Platformie, gdzie z jednej strony występuje Pani Prezydent a z drugiej Andrzej Halicki, bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że to on a nie Kidawa-Błońska, formalnie przewodnicząca warszawskiej Platformy, jest mózgiem operacji osłabiania Gronkiewicz-Waltz. Konflikt o dusze w warszawskiej i mazowieckiej PO przybiera więc na sile. Wcześniejsze wybory do władz regionalnych, gdzie ludzie Gronkiewicz przegrali wybory do zarządu regionu, rozpoczęły pasmo porażek Prezydent Warszawy. Odwołanie Jaworskiego to kolejna, druga z rzędu porażka osób kierujących ratuszem. Jaki wpływ, wewnętrzny konflikt w PO, będzie miał na rozwój miasta – trudno jednoznacznie stwierdzić. Niewątpliwie brak zaufania czy wręcz wrogość pomiędzy ośrodkiem wykonawczym a własnym zapleczem politycznym nie może działać na korzyść funkcjonowania władz miasta.
Czym się awantura w PO skończy, zobaczymy. Jedno jednak można stwierdzić dziś z całą stanowczością. Trudno zarzucić Platformie, że przy całym dramatyzmie rozgrywających się na oczach wyborców wydarzeń, nie ma swojej wizji polityki prorodzinnej, którą skutecznie zaczyna realizować. Przewodniczącą Rady Warszawy została bowiem żona posła Platformy Rafała Grupińskiego (dodajmy posła ziemi kaliskiej), Ewa Malinowska-Grupińska. To kolejny przypadek w tej partii, bowiem we Wrocławiu podobną funkcję, przewodniczącej rady miasta, pełni Pani Barbara Zdrojewska, żona Przewodniczącego klubu poselskiego PO, Bogdana Zdrojewskiego.

27 czerwca 2007

Tadeusz Ross straci mandat?

Zgodnie z art. 190 ust. 1 pkt 3 Ordynacji wyborczej do rad gmin... wygaśnięcie mandatu radnego następuje wskutek utraty prawa wybieralności, które przysługuje tylko obywatelowi polskiemu stale zamieszkującemu na obszarze działania danej rady - to fragment opinii prof. dr hab. Adama Jaroszyńskiego z dnia 25 marca 2006 roku. Przytaczam ją ponieważ Tadeusz Ross, wedle własnych słów, nie mieszka w Warszawie. W związku z tym nie powinien być radnym Warszawy. Co więcej, jego mandat powinien być natychmiast wygaszony.
W wywiadzie jakiego udzielił Tadeusz Ross Gazecie Wyborczej (rozmowę przeprowadził Jarosław Osowski, Niech nazwy ulic tak nie cierpią - rozmowa z Tadeuszem Rossem, 20/02/2007) oprócz poglądów radnego na temat systemu nazewnictwa ulic w Warszawie można również dowiedzieć się, gdzie obecnie Pan radny zamieszkuje. Najlepiej jednak będzie zacytować istotny z punktu widzenia poruszanego problemu fragment:
Jarosław Osowski: Skoro to Pan stanął na czele radnych nadających nazwy ulicom, to chyba w końcu będą jakieś wesołe, a nie tylko Zgrupowania, Ofiary, Męczennicy?
Tadeusz Ross: Chciałbym, ale to nie takie proste. Bo jest bardzo dużo pomysłów związanych z historią, upamiętniających nasze trudne i burzliwe dzieje. Ja jestem za tym, żeby było optymistycznie. Żeby w nazwach np. słyszało się dźwięki jak na ul. Nutki czy Koncertowej. Sam mieszkam w Józefosławiu przy Kwadratowej - kto to wymyślił? Skoro teraz mam jakiś wpływ na nadawanie nazw, będę sie przypatrywał, żeby nie pojawiały się takie z kapelusza, bo komuś akurat coś przyszło do głowy.
Słowa radnego Rossa wyraźnie wskazują, że nie jest on aktualnie mieszkańcem Warszawy. Józefosław to bowiem wieś w Gminie Piaseczno w powiecie piaseczyńskim. Trudno po tej wypowiedzi przesądzać czy Pan radny mieszkał w Warszawie w dniu wyborów. Faktem jednak bezspornym jest to, że wczytując się w słowa przez niego wypowiedziane można dojść do jednoznacznego wniosku, ze obecnie w Warszawie nie mieszka. A skoro nie mieszka, to znaczy, że w całości wyczerpane są przesłanki do realizacji art.190 ust. 1 pkt 3 cyt. ustawy. Innymi słowy, Rada Warszawy powinna podjąć działania zmierzające do wygaśnięcia mandatu radnego Tadeusza Rossa. Jeżeli tego nie uczyni, to do działania powinien przystąpić Wojewoda Mazowiecki, którego zadaniem jest w tym przypadku wydanie zarządzenia zastępczego.
W całej tej sytuacji radość może okazywać tylko jedna osoba - następna po Panu Rossie na liście wyborczej Platformy.

15 czerwca 2007

Hipokryzja Gronkiewicz-Waltz

Ubawiłem się strasznie słuchając Gronkiewicz-Waltz w programie polskiej telewizji (TVP 3) w programie Kontrowersje emitowanym w czwartkowy wieczór (14/06/2007). Prezydent Warszawy odnosząc się do pytania o artykuł z Wprost pt. Układzik warszawski odpowiedziała, że inicjatorem artykułu byli ludzie prawdziwego Układu Warszawskiego, zaś na pytanie o wskazanych w artykule tzw. kolekcjonerów odrzekła, że nie należy mylić funkcji z wyboru z funkcjami partyjnymi. Przyjrzyjmy się więc temu co wygadywała Gronkiewicz-Waltz jeszcze nie tak dawno i skonfrontujmy to z niektórymi dzisiejszymi liderami PO w Warszawie.
Oto fragment rozmowy, jaką przeprowadziła dziennikarka Gazety Stołecznej Iwona Szpala z Gronkiewicz-Waltz 19/05/2006.
Iwona Szpala: Mówienie, że wszyscy prominentni działacze warszawskiej PO dorobili się majątków czy mieszkań, jest przesadą.
Hanna Gronkiewicz-Waltz: Nikt nie mówi, że wszyscy. Ale są, niestety, tacy, którzy mają synekury burmistrzów, wiceburmistrzów, dyrektorów. Polityka to ich sposób na życie. Część nie ma nawet zawodu, ich jedyna profesja to "samorządowiec". Jak Sławomir Potapowicz może być skutecznym wiceburmistrzem, kiedy jest partyjnym wiceszefem regionu i powiatu, do tego radnym sejmiku?

A teraz fakty. W okresie, kiedy Gronkiewicz o mnie mówiła pełniłem następujące funkcje publiczne:
- wiceburmistrz dzielnicy Wola
- radny Województwa Mazowieckiego
i funkcje partyjne:
- Członek Rady Krajowej PO
- Wiceprzewodniczący Regionu Mazowieckiego PO
- Członek Mazowieckiej Rady Regionalnej PO
- Wiceprzewodniczący PO w Warszawie- Członek Warszawskiej Rady PO.
W sumie, gdyby zliczyć, razem 7 funkcji. A teraz wybrane kilka osób, o których jak rozumiem nie można mówić, że są kolekcjonerami. I jak mniemam są niewątpliwie skuteczni w wypełnianiu swoich obowiązków!
Andrzej Halicki – funkcje publiczne:
- Poseł na Sejm RP
- Przewodniczący Rady Nadzorczej Warszawianki
Funkcje partyjne:
- Członek Rady Krajowej PO
- Wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Mazowieckiego PO
- Członek Mazowieckiej Rady Regionalnej PO
- Wiceprzewodniczący PO w Warszawie- Członek Warszawskiej Rady PO
- Przewodniczący koła PO Ursynów
W sumie 8 funkcji.
Marcin Kierwiński – funkcje publiczne:
- Radny Warszawy
- Członek Zarządu Maxfilmu (obecnie - stan na październik 2007 - członek Zarządu spółki Modlin, budującej lotnisko, rekomendowany do Zarządu spółki przez koalicję PO-PSL)
Funkcje partyjne:
- Członek Rady Krajowej PO
- Sekretarz Regionu Mazowieckiego PO
- Członek Mazowieckiej Rady Regionalnej PO
- Sekretarz Warszawskiej Rady PO- Członek Warszawskiej Rady PO
- Przewodniczący koła PO Wilanów
W sumie 8 funkcji.
Ludwik Rakowski – funkcje publiczne:- Burmistrz dzielnicy Wilanów
- Radny Województwa Mazowieckiego
- Członek Rady Nadzorczej Szybkiej Kolei Miejskiej
Funkcje partyjne:
- Przewodniczący Klubu Radnych PO w Sejmiku Województwa
- Członek Rady Krajowej PO- Członek Zarządu Regionu Mazowieckiego PO
- Członek Rady Mazowieckiej PO- Członek Warszawskiej Rady PO
- Wiceprzewodniczący koła PO Wilanów
W sumie 9 funkcji.
Jak łatwo zauważyć wszyscy trzej dżentelmeni zajmują więcej ode mnie funkcji. Bardzo jestem ciekaw, co dziś odpowiedziałaby Gronkiewicz-Waltz, gdyby spytać ją o powyższe zestawienie. Pewnie jakieś kolejne konfabulacje…zresztą, czy ktokolwiek jest jeszcze ciekaw, co ona ma do powiedzenia w tej sprawie?!
PS
Wszystkie informacje wymienione w niniejszym felietonie łatwo można znaleźć w internecie na stronach Platformy krajowej i regionalnej.

12 czerwca 2007

Most Kuronia, czyli czego chce Platforma

Nasze Stowarzyszenie promuje budowę mostu, który połączy dwie dzielnice: Żoliborz i Pragę i będzie stanowił przedłużenie ul. Krasińskiego. O dziwo!, nasz pomysł podchwyciły władze Warszawy - i chwała im za to! Jednak czytając niektóre wpisy na naszej stronie apelujące o nazwanie nowej przeprawy im. Jacka Kuronia mogą rodzić się obawy, czy wszyscy chcą tego samego. Zwłaszcza wszyscy członkowie Platformy.
Nie tak dawno część członków PO i radnych Platformy dzielnicy Żoliborz opuściła szeregi partii. Jednym z powodów, które podnosili jako przyczynę wystąpienia z PO miała być szkodliwość projektowanego mostu dla otoczenia Żoliborza.
W podobnym tonie brzmi zapis na naszej stronie, a który pozwalam sobie zacytować w całości:
"A ja wcale nie uwazam zeby ten most byl az tak strasznie potrzebny.zniszczy to dzielnice, znana ze swojego tajemniczego i intymnego nastroju.Jak jestescie tacy bohaterscy to sami sobie pod nosem wybudujcie most.Gratulacje za pomysl!!!
Nie ma to jak zniszczyc i rozjechac naprawde ladny kawalek Warszawy!"
Napisał joanna tucholska, dzień 06/01/2007 o 00:47
Trudno - bowiem internet daje ogromne pole do zachowania tajemnicy autora udzielającego się na otwartym forum - jednoznacznie stwierdzić, czy osoba podpisana pod listem to pani radna Joanna Tucholska - dodajmy radna PO z Żoliborza, czy też może jej mama słynna ostatnio z artykułu we Wprost. Trudno też stwierdzić, czy ktoś podszywa się pod jedną z pań. Niemniej jeśli byłaby to pani radna, to ewidentnie rysuje nam się konflikt pomiędzy władzami Warszawy z PO a radnymi dzielnicowymi partii rządzącej w naszym mieście.
Nie bacząc jednak na rozstrzygnięcia kto rzeczywiście się podpisał, warto w dyskusji dotyczącej mostu zadać sobie pytanie czy ta de facto lokalna przeprawa rzeczywiście zniszczy Żoliborz, jak sugeruje to pod cytowanym wpisem pani podpisująca się jako Joanna Tucholska, czy też może brak tej przeprawy, przy niedalekiej konieczności zamknięcia i remontu mostu Grota-Roweckiego i braku mostu Kuronia spowoduje znacznie większe kłopoty dla Żoliborza. Władze Warszawy i radni dzielnicy Żoliborz będą musiały w końcu zadać sobie to pytanie i odpowiedzieć czego w rzeczywistości chcą. Będą też musiały uświadomić sobie, że nie da się żyć w centrum miasta i udawać, że mieszka się na peryferiach.
PS
A odnosząc się do cytowanego fragmentu spieszę wyjaśnić, że sam mieszkam w pobliżu (500m) mostu Siekierkowskiego i Wału Międzeszyńskiego. A ciekawe gdzie mieszka Pani, która pod cytowanym wpisem podpisała się jako Joanna Tucholska?!

21 maja 2007

Przykład urzędowego... bałaganu

17 kwietnia br. Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz napisała do mnie list. List, a raczej urzędowe pismo opatrzone numerem, zawierało dwa zdania. Pierwsze, dotyczyło odwołania udzielonego mi upoważnienia z dnia 28 lipca 2005 roku, zaś drugie, że mam je zwrócić w terminie 5 dni od dnia otrzymania pisma od Pani Prezydent.
Nie chcę odnosić się do terminu w jakim dokonano odwołania upoważnienia. Czytelnicy sami mogą sobie wyrobić zdanie przyglądając się terminom i pamiętając, że obowiązków zastępcy burmistrza dzielnicy Wola nie pełnię już ponad 6 miesięcy. Czując jednak, że Pani Prezydent może być rozczarowana moim stosunkiem do jej pisma przystąpiłem do tropienia śladów oryginału udzielonego mi upoważnienia. Po dokonaniu rewizji we własnym domu, piwnicy i przyblokowym ogródku ustaliłem jednoznacznie, że upoważnienia nie zabrałem ze sobą. Przypomniałem sobie wówczas, że ówczesny Burmistrz dzielnicy Wola zachowywał oryginały upoważnień w sekretariacie Zarządu Dzielnicy, zaś ich kopie przekazywał zastępcom.
Po krótkich wyjaśnieniach w sekretariacie dzielnicy okazało się, że podobnie stało się z rzeczonym upoważnieniem. Jego oryginał pozostawał w archiwum Sekretariatu Zarządu Dzielnicy Wola. Jednak dalsze poszukiwania pozwoliły jednoznacznie ustalić, że upoważnienia, którego oczekuje ode mnie Pani Prezydent, na Woli po prostu nie ma. Nerwowo zagryzając paznokcie zaczynałem odczuwać niepokój, że mógłbym rozczarować Panią Prezydent. Pewną ulgę, ale chyba i rozczarowanie odczułem, gdy... okazało się, że już 15 stycznia 2007 roku Burmistrz Dzielnicy Wola przekazał do Pani Renaty Wiśniewskiej p.o. Dyrektora Gabinetu Prezydenta Urzędu m.st. Warszawy oryginał mojego upoważnienia. Dodajmy, upoważnienia, którego ten sam Gabinet Prezydenta w piśmie Pani Gronkiewicz-Waltz dopomina się ode mnie prawie trzy miesiące później!!!
Z niepokojem, ale i z pewną dozą ciekawości będę oczekiwał kolejnych, zapewne równie udanych pism wychodzących z podpisem Pani Prezydent. I zapewniam, że będę je traktował z dotychczasową powagą. Choć nie wiem czy potrafię?!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...