Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
28 września 2012
13 sierpnia 2012
28 maja 2012
21 maja 2012
Cohones Palikota
Janusz Palikot dokonał aktu apostazji. Publicznie zadeklarował, że nie jest członkiem kościoła rzymsko-katolickiego. I niezależnie czy komuś się to podoba czy nie, mimo postępującej w Polsce laicyzacji, taki akt wciąż wymaga odwagi. Wymaga jaj.
Chyba nikt nie ma wątpliwości, że publiczne wystąpienia Palikota mają przede wszystkim jeden cel. To promocja nazwiska, idei, ruchu. Wszystko związane jest z osobą lidera Ruchu Palikota i wszystko wokół niego się kręci. Także teraz, najwięcej uwagi skupia na sobie sam Palikot. I nie powinno to dziwić. Polityk rodem z Biłgoraja, niemal wyklęty przez lokalną społeczność tego miasteczka na Lubelszczyźnie, domagającą się odebrania mu tytułu honorowego obywatela, zagościł na polskiej scenie politycznej już na dobre. Budowanie wizerunku niezłomnego krytyka PiSu i Platformy, odcinającego się od lewicy postkomunistycznej przyniosło mu niewątpliwy sukces rok temu, niesłusznie przykryty zwycięstwem wyborczym partii rządzącej. Dzisiejsze wystąpienie Palikota ma jednak inny charakter. To już nie tylko polityczna zabawa obliczona na wzrost sondażowych notowań, ale w dosłownym tłumaczeniu bunt. Skierowany wobec kościoła, hierarchii kościelnej, wpływu kościoła na nasze życie. I choć dziś Palikot jest otoczony jedynie grupką wyznawców, to daje przykład dla podobnych zachowań osobom, które z różnych przyczyn nie potrafiły postąpić podobnie. Mimowolnie Palikot staje na czele tych, którzy dotychczas jedynie w zaciszu domowym przeklinali kościół, odżegnywali się od niego i pomstowali na kolejne przywileje nadawane mu przez władze państwowe niezależnie od ich politycznych barw.
Może nawet wbrew sobie, wbrew własnym oczekiwaniom dzisiejszy czyn Janusza Palikota stał się publicznym aktem odwagi, mogącym ośmielić znacznie większe rzesze ludzi do podobnych działań, aniżeli tylko grupa członków jego ugrupowania. Janusz Palikot sam jeden wniósł do polskiej, ugładzonej, grzecznej polityki więcej fermentu, aniżeli ktokolwiek inny w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat wolnej Polski. Pytanie jakie się rodzi, odnosi się już nie tylko do tego czy skala zjawisk, o których mówi i uruchamia Palikot będzie na miarę jego oczekiwań, ale czy są one trwałe. O tym przekonamy się zapewne niebawem.
16 maja 2012
Kiedy wreszcie zapłoną stosy
Odnoszę wrażenie, że w artykule „Kiedy wreszcie spłoną kościoły” (Uważam Rze, nr 20(67)/2012) Igor Janke snuje własne wyobrażenia o polskim antyklerykalizmie, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Na potwierdzenie prawdziwości tez, które stawia, cytuje kilkanaście mniej lub bardziej wulgarnych wpisów o kościele i księżach z portali społecznościowych. Co więcej, autor chyba wierzy, że udało mu się odkryć prawdę jacy są polscy antyklerykałowie, jakie nimi targają emocje i jakie mają intencje. Odpowiedź można zresztą odnaleźć już w tytule samego artykułu Jankego.
Autor profilu dzisiejszego antyklerykała dość gładko przechodzi nad problemami jakie dotykają nie tylko polski kościół. Nawet nie próbuje zadać sobie trudu odpowiedzi na pytanie, że może gdzieś wśród źródeł rosnących poglądów antyklerykalnych są winy samego kościoła. Pisanie jedynie, że „dziesiątki tekstów o Funduszu Kościelnym, pedofilii gdzieś w Ameryce (jakby nie dotyczyła Polski – dopisek autora), powtarzanie tych samych wątków” to mało subtelne unikanie odpowiedzialności za prowokowanie właśnie postaw budzących sprzeciw wobec instytucji kościoła i jego hierarchów. Janke jakby z niemałym oburzeniem przyjmuje, że „od niespełna dwóch lat publiczne antykościelne wypowiedzi stały się całkowicie dopuszczalne. Wszystko przełamało się po „antykrzyżowych” demonstracjach pod Pałacem Prezydenckim, kiedy po Internecie zaczęły hulać filmy, na których wszyscy zobaczyli, że już można”. Może w tym miejscu warto zadać pytanie, a dlaczego kościół ma być inaczej traktowany? Dlaczego nie może podlegać uzasadnionej krytyce i budzić emocji zwłaszcza wtedy, gdy tak jak choćby przy zwrocie majątków jest traktowany nad wyraz wyjątkowy.
Autor profilu dzisiejszego antyklerykała dość gładko przechodzi nad problemami jakie dotykają nie tylko polski kościół. Nawet nie próbuje zadać sobie trudu odpowiedzi na pytanie, że może gdzieś wśród źródeł rosnących poglądów antyklerykalnych są winy samego kościoła. Pisanie jedynie, że „dziesiątki tekstów o Funduszu Kościelnym, pedofilii gdzieś w Ameryce (jakby nie dotyczyła Polski – dopisek autora), powtarzanie tych samych wątków” to mało subtelne unikanie odpowiedzialności za prowokowanie właśnie postaw budzących sprzeciw wobec instytucji kościoła i jego hierarchów. Janke jakby z niemałym oburzeniem przyjmuje, że „od niespełna dwóch lat publiczne antykościelne wypowiedzi stały się całkowicie dopuszczalne. Wszystko przełamało się po „antykrzyżowych” demonstracjach pod Pałacem Prezydenckim, kiedy po Internecie zaczęły hulać filmy, na których wszyscy zobaczyli, że już można”. Może w tym miejscu warto zadać pytanie, a dlaczego kościół ma być inaczej traktowany? Dlaczego nie może podlegać uzasadnionej krytyce i budzić emocji zwłaszcza wtedy, gdy tak jak choćby przy zwrocie majątków jest traktowany nad wyraz wyjątkowy.
Intencje Jankego wydają się oczywiste. Budowanie zagrożenia wiary i tradycyjnych wartości. Konieczność ich obrony, bo w tle czai się stworzony przez pryzmat kilku czy nawet kilkudziesięciu wpisów obraz antyklerykała. Publicysta Uważam Rze na podstawie - przyznajmy - chamskich i wulgarnych wpisów, tworzy jednak obraz fałszywy. Trudno bowiem zgodzić się z twierdzeniem, że każdy kto podważa działalność biznesową i traktowaną przez lata na zasadach preferencyjnych kościoła ma na celu wprost palenie kościołów.
Igor Janke zdaje się nie doceniać faktu, że radykalizacja postaw wobec kościoła to także a może przede wszystkim efekt błędów jakich dopuszczają się ludzie kościoła. I oczywiście można próbować przemilczeć liczne przypadki pedofilii wśród księży, można udawać, że Fundusz Kościelny to nieistotny fragment łożenia przez wszystkich obywateli na emerytury dla duchownych; podobnie można traktować działalność przez lata komisji majątkowej, której efekty są więcej niż budzące grozę.
Autor „Kiedy wreszcie spłoną kościoły” nie szuka odpowiedzi co stoi za takimi postawami. Buduje atmosferę zagrożenia. Wybierając odpowiednio brutalne wpisy rysuje obraz antyklerykała jaki odpowiada zapotrzebowaniu na artykuł. A tytuł jego artykułu jest niemal wołaniem o coś, co do głowy przychodzi tylko wyjątkowo nieodpowiedzialnym postaciom. Dodajmy, że znaleźć je można zarówno po jednej jak i drugiej stronie. Dlatego wcale bym się nie zdziwił, gdyby któregoś dnia, obok płonących kościołów jak wyobraża sobie to publicysta Janke, zapłonęły stosy z krytykami kościoła. W końcu bezmyślne wiosenne wypalanie to niemal nasza rodzima tradycja.
09 maja 2012
Z Bogiem albo i bez Boga
Polska jest państwem świeckim, neutralnym światopoglądowo. Konstytucja zapewnia każdemu obywatelowi wolność sumienia i religii. Czy zatem przedstawiciele organów Państwa, w tym przypadku Sejmu, mogą pod auspicjami tychże instytucji tworzyć zespoły, które w sposób świadomy i jednoznaczny mają na celu de facto prowadzenie krucjaty religijnej? Otóż mogą.
W marcu grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości powołała Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Zgodnie z regulaminem pracy zespołu ma on przede wszystkim przeciwdziałać ateizacji Polski, wykluczaniu z życia publicznego religii oraz szerzyć wartości chrześcijańskie i bronić media katolickie, czyli de facto Telewizję Trwam. O czym zresztą autorzy regulaminu zespołu piszą wprost.
Wśród zadań zespołu wymieniono m.in. promocję wartości chrześcijańskich, przeciwdziałanie wprowadzaniu prawodawstwa sprzecznego z katolicką nauką społeczną, pielęgnowanie polskich wartości i tradycji, propagowanie i ochronę kulturalnej spuścizny chrześcijańskiej. Zespół pracuje na posiedzeniach oraz określa inne formy swojej pracy, które mają się wyrażać w konferencjach, sympozjach, wystawach i manifestacjach.
Zespół powstał na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz Regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. I tyle jeśli chodzi o aspekt prawno-regulaminowy tej sprawy.
Inne, znacznie ważniejsze to aspekty polityczny i społeczny. Wystarczy jednorazowa lektura regulaminu zespołu, by domyślić się, że jest to przede wszystkim grupa lobbystyczna na rzecz telewizji Ojca Rydzyka. To nie powinno dziwić. Zwłaszcza, że w skład zespołu wchodzą jedynie posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Być może chodzi o to, że sam mandat klubu parlamentarnego PiS nie robi tak dużego wrażenia jak stanowisko zespołu parlamentarnego. Być może gorliwi wyznawcy Ojca Rydzyka w klubie PiS potrzebowali dodatkowej platformy sejmowej do spotkań. Trudno jednoznacznie przesądzać. Faktem bezspornym pozostaje, że w sejmowych pomieszczeniach spotykają się na oddzielnych posiedzeniach lobbyści prywatnej telewizji, którzy nie ukrywają, że dążą do jej promocji. Ciekawe czy pozostałe prywatne telewizje, radia, gazety mają swoje zespoły parlamentarne. Oczywiście, co nie jest żadną tajemnicą, poszczególne redakcje mniej lub bardziej jawnie, sympatyzują z poszczególnymi politykami czy formacjami. Tym niemniej tworzenie własnego zespołu parlamentarnego udało się póki co stworzyć tylko redemptoryście z Torunia. Chapeau bas.
Jeśli wierzyć zapisom regulaminu zespołu, to obrona TV Trwam nie jest jedynym i jego podstawowym zadaniem. Jeśli wierzyć uczestnikom prac zespołu, zamierzają oni aktywnie uczestniczyć w walce z ateizmem. A w każdym razie przeciwdziałać. Czy to oznacza aktywność na polu szerzenia własnej wiary także w miejscach i instytucjach, które winny zachować neutralność światopoglądową? Biorąc pod uwagę, że tworzą zespół anty-ateistyczny w gmachu Sejmu RP i z szyldem tej instytucji jako zespół parlamentarny występują, jest to bardziej niż pewne. Przeciwdziałanie ateizmowi musi się wiązać z walką z tym wszystkim, co jak rozumiem buduje świecki charakter naszego państwa. A więc przede wszystkim z hasłami i próbami wyprowadzenia religii ze szkół, próbami zdejmowania symboli religijnych z instytucji publicznych, uczestnictwem w imprezach państwowych kapłanów, a być może z zakazami dotyczącymi możliwości wyrażania opinii, że Boga nie ma. To ostanie jest w końcu najwyższym wyrazem ateizacji w naszym kraju, w sferze języka publicznej debaty i gdyby czytać wprost zadania zespołu, to podobny język i wypowiedzi powinny być ostatecznie zakazane. Są bowiem szkodliwe i nieprawdziwe. Tu na szczęście z pomocą może przyjść Konstytucja RP i art.54, w myśl którego każdemu zapewnia się możliwość wyrażania swoich poglądów. Jak rozumiem, nie wyłączając tych, które eufemistycznie można by nazwać jako podważające istnienie istoty wyższej. Tym niemniej idąc tropem walki z ateizmem, należy też uznać, że nauka ewolucjonizmu powinna być zabroniona. W jej miejsce, jak rozumiem, w Polsce powinno się przyjąć kreacjonizm. I tu raczej trudno szukać pomocy w Konstytucji. Program szkolny jest układany i przyjmowany w MENie i można sobie wyobrazić, że tak jak stopień z nauki religii może być na świadectwie tak i nieletnich polskie szkoły będą uczyć, że Darwin się mylił a świat ma 5000 lat.
O ile próby zawłaszczenia języka publicznej debaty tylko dla osób wyrażających niezachwiany pogląd w istnienie Boga trudno sobie wyobrazić, o tyle działania w zakresie zmian języka w publicznych środkach masowego przekazu i tworzeniu podstaw programowych nauki w szkole znacznie łatwiej. Oczywiście przekonywanie, że Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski jest w stanie przeprowadzić skuteczną krucjatę i dokona chrystianizacji sfery publicznej na obraz i podobieństwo państw religijnych, byłoby nadużyciem. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by 26 posłów PiS stanowiło skuteczną siłę polityczną dla zmian społecznych, które już nastąpiły. Tym niemniej, mimo iż zarówno nazwa jak i intencje zespołu mogą w niektórych budzić lęk w innych uśmiech politowania, sama idea zespołu jest zadziwiająca. Mimo bowiem braku formalnych przeszkód w jego powstaniu (a w każdym razie ja takowych nie znalazłem), można doszukiwać się znamion i werbalnej intencji w zapisach regulaminowych próby odwrócenia porządku społecznego w Polsce i stworzenia państwa, które nie szanuje i pozbawia praw obywateli nie szukających inspiracji do życia w nauce kościoła. A to już nie jest śmieszne.
Inspiracją dla niniejszego wpisu był felieton „PiS walczy z ateizacją” z bloga http://www.tokfm.pl/blogi/trzezwymokiem
W marcu grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości powołała Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Zgodnie z regulaminem pracy zespołu ma on przede wszystkim przeciwdziałać ateizacji Polski, wykluczaniu z życia publicznego religii oraz szerzyć wartości chrześcijańskie i bronić media katolickie, czyli de facto Telewizję Trwam. O czym zresztą autorzy regulaminu zespołu piszą wprost.
Wśród zadań zespołu wymieniono m.in. promocję wartości chrześcijańskich, przeciwdziałanie wprowadzaniu prawodawstwa sprzecznego z katolicką nauką społeczną, pielęgnowanie polskich wartości i tradycji, propagowanie i ochronę kulturalnej spuścizny chrześcijańskiej. Zespół pracuje na posiedzeniach oraz określa inne formy swojej pracy, które mają się wyrażać w konferencjach, sympozjach, wystawach i manifestacjach.
Zespół powstał na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz Regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. I tyle jeśli chodzi o aspekt prawno-regulaminowy tej sprawy.
Inne, znacznie ważniejsze to aspekty polityczny i społeczny. Wystarczy jednorazowa lektura regulaminu zespołu, by domyślić się, że jest to przede wszystkim grupa lobbystyczna na rzecz telewizji Ojca Rydzyka. To nie powinno dziwić. Zwłaszcza, że w skład zespołu wchodzą jedynie posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Być może chodzi o to, że sam mandat klubu parlamentarnego PiS nie robi tak dużego wrażenia jak stanowisko zespołu parlamentarnego. Być może gorliwi wyznawcy Ojca Rydzyka w klubie PiS potrzebowali dodatkowej platformy sejmowej do spotkań. Trudno jednoznacznie przesądzać. Faktem bezspornym pozostaje, że w sejmowych pomieszczeniach spotykają się na oddzielnych posiedzeniach lobbyści prywatnej telewizji, którzy nie ukrywają, że dążą do jej promocji. Ciekawe czy pozostałe prywatne telewizje, radia, gazety mają swoje zespoły parlamentarne. Oczywiście, co nie jest żadną tajemnicą, poszczególne redakcje mniej lub bardziej jawnie, sympatyzują z poszczególnymi politykami czy formacjami. Tym niemniej tworzenie własnego zespołu parlamentarnego udało się póki co stworzyć tylko redemptoryście z Torunia. Chapeau bas.
Jeśli wierzyć zapisom regulaminu zespołu, to obrona TV Trwam nie jest jedynym i jego podstawowym zadaniem. Jeśli wierzyć uczestnikom prac zespołu, zamierzają oni aktywnie uczestniczyć w walce z ateizmem. A w każdym razie przeciwdziałać. Czy to oznacza aktywność na polu szerzenia własnej wiary także w miejscach i instytucjach, które winny zachować neutralność światopoglądową? Biorąc pod uwagę, że tworzą zespół anty-ateistyczny w gmachu Sejmu RP i z szyldem tej instytucji jako zespół parlamentarny występują, jest to bardziej niż pewne. Przeciwdziałanie ateizmowi musi się wiązać z walką z tym wszystkim, co jak rozumiem buduje świecki charakter naszego państwa. A więc przede wszystkim z hasłami i próbami wyprowadzenia religii ze szkół, próbami zdejmowania symboli religijnych z instytucji publicznych, uczestnictwem w imprezach państwowych kapłanów, a być może z zakazami dotyczącymi możliwości wyrażania opinii, że Boga nie ma. To ostanie jest w końcu najwyższym wyrazem ateizacji w naszym kraju, w sferze języka publicznej debaty i gdyby czytać wprost zadania zespołu, to podobny język i wypowiedzi powinny być ostatecznie zakazane. Są bowiem szkodliwe i nieprawdziwe. Tu na szczęście z pomocą może przyjść Konstytucja RP i art.54, w myśl którego każdemu zapewnia się możliwość wyrażania swoich poglądów. Jak rozumiem, nie wyłączając tych, które eufemistycznie można by nazwać jako podważające istnienie istoty wyższej. Tym niemniej idąc tropem walki z ateizmem, należy też uznać, że nauka ewolucjonizmu powinna być zabroniona. W jej miejsce, jak rozumiem, w Polsce powinno się przyjąć kreacjonizm. I tu raczej trudno szukać pomocy w Konstytucji. Program szkolny jest układany i przyjmowany w MENie i można sobie wyobrazić, że tak jak stopień z nauki religii może być na świadectwie tak i nieletnich polskie szkoły będą uczyć, że Darwin się mylił a świat ma 5000 lat.
O ile próby zawłaszczenia języka publicznej debaty tylko dla osób wyrażających niezachwiany pogląd w istnienie Boga trudno sobie wyobrazić, o tyle działania w zakresie zmian języka w publicznych środkach masowego przekazu i tworzeniu podstaw programowych nauki w szkole znacznie łatwiej. Oczywiście przekonywanie, że Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski jest w stanie przeprowadzić skuteczną krucjatę i dokona chrystianizacji sfery publicznej na obraz i podobieństwo państw religijnych, byłoby nadużyciem. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by 26 posłów PiS stanowiło skuteczną siłę polityczną dla zmian społecznych, które już nastąpiły. Tym niemniej, mimo iż zarówno nazwa jak i intencje zespołu mogą w niektórych budzić lęk w innych uśmiech politowania, sama idea zespołu jest zadziwiająca. Mimo bowiem braku formalnych przeszkód w jego powstaniu (a w każdym razie ja takowych nie znalazłem), można doszukiwać się znamion i werbalnej intencji w zapisach regulaminowych próby odwrócenia porządku społecznego w Polsce i stworzenia państwa, które nie szanuje i pozbawia praw obywateli nie szukających inspiracji do życia w nauce kościoła. A to już nie jest śmieszne.
Inspiracją dla niniejszego wpisu był felieton „PiS walczy z ateizacją” z bloga http://www.tokfm.pl/blogi/trzezwymokiem
25 kwietnia 2012
29 marca 2012
10 marca 2012
03 marca 2012
01 marca 2012
22 lutego 2012
Sainte-Chapelle
Niezwykła. Porywająca. Doskonała. Tak mogę określić w kilku słowach Świętą Kaplicę. Sami zobaczcie. To pierwsze zdjęcie z kilku jakie zaprezentuję poświęcone tej niezwykłej budowli sakralnej.
A dla zainteresowanych link z Wikipedii.
15 lutego 2012
Brochów
Brochów - atrakcyjna turystycznie miejscowość Mazowsza. Pierwsze wzmianki o Brochowie pochodzą z 1113 roku. Obiektem, który przyciąga turystów do Brochowa jest kościół parafialny p.w. Świętego Rocha i Swiętego Jana Chrzciciela. Kościół ma charakter obronny. Wygląd Kościola przypomina fortecę. Obiekt ten to unikalny w skali Europy kościół łączączący funkcje sakralne z obronnymi. Kościół w Brochowie ściśle związany jest z rodziną Chopinów. Na terenie Brochowa i okolicznych wsi w 1939 roku rozgrywały się walki Bitwy nad Bzurą - największej bitwy kampanii wrześniowej 1939 roku. Na terenie Brochowa, Tułowic i Janowa znajdują się miejsca pamięci narodowej ku czci poległych w walkach nad Bzurą.
12 lutego 2012
Drezno - Frauenkirchie
"Wielką atrakcją turystyczną Drezna jest protestancki kościół Najświętszej Marii Panny (Frauenkirchie), który został niemal doszczętnie zniszczony podczas II wojny światowej. Przez wiele lat kościół pozostawał ruiną-pomnikiem, dopiero w latach dziewięćdziesiątych rozpoczęto odbudowę świątyni. Najbardziej charakterystycznym elementem tej budowli jest piękna kamienna kopuła, na której od wewnątrz można zobaczyć malowidła czterech ewangelistów oraz cnót chrześcijańskich." - źródło www.twojaeuropa.pl
11 lutego 2012
Drezno - Hofkirche
Hofkirche - najbardziej charakterystyczna budowla w Dreźnie. Największy kościół katolicki w tym mieście.
09 lutego 2012
Grajewo - koszmar
To chyba najbrzydszy obiekt sakralny jaki widziałem. Przerośnięty, brzydka fasada. Kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Grajewie sprawia wrażenie jakby sam potrzebował pomocy.
Dla zainteresowanych garść informacji o samym kościele w Wikipedii.
08 lutego 2012
Święty Onufry
Zadziwiające malowidło. W Kapadocji. W jednym z kościołów z XI wieku. Święty Onufry tu przedstawiony z kobiecymi atrybutami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)












