Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komorowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komorowski. Pokaż wszystkie posty

31 maja 2015

Platforma umiera

Do I tury wyborów prezydenckich wszystko wyglądało dobrze. Mimo że poparcie dla Bronisława Komorowskiego zmniejszało się im bliżej rozstrzygnięcia mało kto wierzył, że może przegrać. Politykom Platformy trudno też uwierzyć, że to nie urzędujący jeszcze prezydent przegrał, ale że przegrała ich formacja. I to nie tylko wybory prezydenckie. Właśnie przegrywają wybory parlamentarne i swoją przyszłość.
W mało subtelny sposób, wręcz obcesowy, sekretarz generalny PO Andrzej Biernat po posiedzeniu zarządu partii podsumowującym wyniki wyborów odcinał się od przegranego prezydenta. To samo czynił inny członek Zarządu Sławomir Neumann. I pewnie wyrażali opinię większości zarządu partii. Ten ruch jasno pokazuje panikę jaka zapanowała w szeregach rządzących. Jakby zapomnieli, że władza nie jest im dana raz na zawsze.
Polityka sklejania różnych, często bardzo różnych środowisk od lewa do prawa, brak realizacji obietnic wyborczych i wreszcie zwykłe kumoterstwo w urzędach a także język tzw. elit politycznych ujawniony na nagraniach kelnerów musiało w końcu przynieść efekt buntu wyborców. Ci z kolei dostrzegli, że ani PiS taki straszny po 8 latach od rządu Jarosława Kaczyńskiego ani Platforma taka nowoczesna i skupiona na modernizacji kraju.
Niezastąpiony, jak się wydawało, Donald Tusk odszedł w najlepszym dla siebie momencie. Na swoją następczynię wskazał Ewę Kopacz. Sam ten fakt wskazuje, jakie mechanizmy kierują wewnętrznymi nominacjami. Z perspektywy Tuska to ruch całkowicie zrozumiały. Lojalna wobec Tuska posłanka z Radomia, bez znaczącej pozycji wewnątrz partii i bez sukcesów w ministerstwie zdrowia wydawała się idealnym liderem na czas, kiedy Tusk emigruje do Brukseli. Jej zadaniem było trwać i zachować silne struktury na czas kiedy Tusk wróci do kraju, by ponownie zaangażować się w krajową politykę. W międzyczasie dokonał eliminacji wszystkich znaczących postaci. Gdy dziś spojrzeć na elitę Platformy Obywatelskiej to nie ma tam żadnej istotnej, znaczącej, obdarzonej charyzmą postaci. No bo kto? Andrzej Biernat? Wolne żarty. Sławomir Neumann, który ma kłopoty ze sformułowaniem myśli? Hanna Gronkiewicz-Waltz, która utknęła w Warszawie na dobre i już raczej żadnej istotnej roli w krajowej polityce nie odegra? Reszta to postacie albo mało znane i niesamodzielne albo poobijane przez różne mniej lub bardziej dotykające ich afery jak choćby afera pistoletowa z Cezarym Grabarczykiem w roli głównej.
Jest jeszcze minister Grzegorz Schetyna. Jednak zmarginalizowany i publicznie przez Tuska upokorzony. Sprowadzony do roli chłopca na posyłki, po objęciu teki ministra spraw zagranicznych odżył. Jednak coraz częściej wymieniany jako zagrożenie dla przywództwa Ewy Kopacz jest na celowniku wewnętrznych harcowników, którzy zadbają by ambicje ministra w nadchodzących wyborach skończyły się co najwyżej na starcie do Senatu.
Inny problem Platformy to PiS. Partia, którą straszono przed każdymi wyborami. Dziś jasno widać, że ta retoryka trafia do niewielu. Poza tym spece od kampanii powinni z pokorą przyjąć wynik wyborów prezydenckich, posypać głowę popiołem i przyjąć kampanię Dudy jako szansę na naukę. Tak źle zrobionej przez Platformę i nie przemyślanej kampanii w Polsce nie było do ponad 25 lat. A PiS po lifitingu, z Jarosławem Kaczyńskim głęboko schowanym, okazał się dla wielu wyborców całkiem atrakcyjną ofertą. Na tyle atrakcyjną, że to w sztabie Andrzeja Dudy unoszono ręce do góry i to dwukrotnie. Dodatkowo, zwłaszcza teraz, po zwycięstwie Dudy Prawo i Sprawiedliwość nabrało wiatru w żagle i jako partia do jesiennych wyborów idzie z przekazem zmiany, której większość Polaków, także dotychczasowych wyborców PO po prostu oczekuje.
Kolejna przeszkoda z jaką musi się zmierzyć Ewa Kopacz i jej formacja to rodząca się właśnie nowa oferta, skierowana głównie do dotychczasowych wyborców Platformy. NowoczesnaPL z Ryszardem Petru to de facto Platforma Obywatelska. Jednak nowsza, bez obciążeń, bez milionów z budżetu państwa, bez skompromitowanych polityków, którzy przyzwyczajeni do krewetek i ośmiorniczek zapomnieli, że menu większości obywateli ich kraju to schabowy z ziemniakami i mizerią. To oczywiście nie znaczy, że liderzy NowoczesnejPL a zwłaszcza ich przywódca, bankowiec o uposażeniu więcej niż przeciętnym nie jada ośmiorniczek. Jednak ma tę przewagę, że jada je za swoje a nie na ministerialną kartę służbową. Petru ma szansę zebrać wyborców „wkurzonych” polityką trwania, jaką prezentuje Platforma od kilku lat. Ma szansę zebrać ten elektorat, który nie chce głosować na PiS, z obrzydzeniem patrzy na PO i dotychczas nie wiedział, mimo liberalnych przekonań i wartości, nie będąc zabarwiony lewicową estetyką i wierzący w siłę własnych rąk a nie państwowego rozdawnictwa, na kogo głosować. Ryszard Petru stwarza takiemu wyborcy alternatywę. I nawet jeśli ostatecznie nie przekroczy progu wyborczego, to ewentualny start jego formacji w wyborach parlamentarnych zabiera kilka punktów Platformie, której może zabraknąć by myśleć o tworzeniu jakiejkolwiek koalicji w następnym sejmie.
Wreszcie Kukiz i jego zmieleni. Największa niespodzianka wyborów prezydenckich, ale też największa niewiadoma przyszłych wyborów parlamentarnych. Nie wiadomo co Kukiz prezentuje i z jakim programem wystąpi. Same JOWy, pomijając ich absurdalność, to jednak mało. Nie wiadomo też, kto będzie z Kukizem w nowym Sejmie. Co nie zmienia faktu, że jeśli wprowadzi do parlamentu swoich ludzi, a sondaże dają mu obecnie nawet drugą pozycję, będzie współtworzył rząd. I to co wydawało się niemożliwe, czyli brak koalicjanta dla PiS właśnie powstaje. Można było sobie bowiem wyobrazić, że nawet przy zwycięstwie PiSu, Platforma będzie nadal rządzić. Ale gdy w sejmie znajdą się ludzie Kukiza, a PSL i zwłaszcza SLD będą walczyć jedynie o przetrwanie, to rząd PiSu i Kukiza jest więcej niż pewny. A gdy powstanie nowy rząd to można z dużą pewnością założyć, że zwłaszcza w zakresie badania afer, które targały życiem publicznym przez ostatnie 8 lat będzie się zajmował nimi skutecznie i dogłębnie. A to nie będzie sprzyjało ani politykom Platformy ani konsolidacji wokół nich nowych środowisk. Jest więcej niż pewne, że będzie to bolesna kuracja dla polityków PO.
Inna sprawa to postacie jakie Platforma w ostatnim czasie forsowała jako swoich liderów. Trudno bowiem za takich uznać zarówno Romana Giertycha jak i Michała Kamińskiego. Ludzie reprezentujący wrażliwość i estetykę pisowską stali się nagle nawróconymi wyznawcami geniuszu Ewy Kopacz i jej formacji. Przeciętnemu wyborcy trudno uwierzyć w taką przemianę, zwłaszcza, że przypadek Michała Kamińskiego może być rozpatrywany w kategoriach „skoku do korytu”, od którego temu politykowi trudno się oderwać. Doradca premier Kopacz i jednocześnie minister w jej kancelarii miał wyjątkowo duży udział w kampanii prezydenta Komorowskiego przed II turą. I jak się okazuje jego urok i medialna nadpobudliwość na wyborcę liberalnego nie działa jak w poprzednich kampaniach realizowanych dla prezesa Kaczyńskiego.
Ostatnia rzecz to skrzydła Platformy. Gdy wszystko się układa, partia zmierza do zwycięstwa głosów rozłamowych, podważających przywództwo jest mało lub wcale. Gdy zaś okręt zaczyna tonąć, a posłowie z dalszych ław zaczynają dostrzegać, że z odległych miejsc na liście nie ma szans na zdobycie mandatu, zaczyna się poszukiwanie dla siebie nowego miejsca w życiu. Jedni będą się łudzić, że może jakimś cudem w ich okręgu uda się zdobyć mandat jak 4 lata wcześniej, inni z kolei, będą podkreślać dzielące ich z przywództwem różnice, i szukać miejsca w PiS lub u Kukiza. Już podnoszą się głosy, że tzw. skrzydło konserwatywne w PO szuka możliwości wejścia na listy Prawa i Sprawiedliwości. Dla samej Platformy być może to niewielki uszczerbek ludzki i intelektualny, ale wizerunkowo to znacząca porażka. To sygnał dla potencjalnych wyborców, że Platforma się sypie. Że zaczyna przegrywać i że jesienią jest skazana na porażkę. A skoro opuszczają ją członkowie to dlaczego mają przy niej pozostać wyborcy?
Trudno dziś dostrzec jakikolwiek pomysł Platformy Obywatelskiej na wygraną w jesiennych wyborach. Prawdą jest, że od porażki w kampanii prezydenckiej minęło zaledwie kilkanaście dni. Nie można więc oczekiwać, że partia rządząca przedstawi natychmiast program utrzymania władzy a przede wszystkim dotychczasowego wyborcy. Jednak minimum jakie może dziś Platforma wykonać i co powinna zrobić, to zacząć realizować obietnice. W obiecywaniu nie mają sobie w końcu równych. W braku realizacji obietnic, również. I może to jest główny i najważniejszy problem, którego zadowoleni z życia, obrośnięci w przywileje przedstawiciele kasty rządzącej, w zadymionych gabinetach nie potrafią zrozumieć. I tu akurat trudno im się dziwić. Zza dymu cygar niewiele widać.

03 lutego 2015

Taka piękna porażka

Jeśli Bronisław Komorowski potwierdzi ostatecznie start w wyborach prezydenckich, a trudno przypuszczać by było inaczej, to będzie jedynym poważnym kandydatem na urząd Prezydenta. Trudno bowiem uznać by politycy drugiego a czasem nawet jeszcze dalszego szeregu stanowili jakąkolwiek konkurencję dla prezydenta Komorowskiego. To trochę tak, jakby drużyna z ekstraklasy miała grać finał Pucharu Polski z drużyną z III ligi a może nawet okręgówki. Wynik jest więc łatwy do przewidzenia.

Poważni gracze na scenie politycznej odkryli już karty. Prawo i Sprawiedliwość zamiast lidera wystawia parlamentarzystę Andrzeja Dudę.  Zresztą sam Kaczyński nie ukrywał, że jego główny cel to zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Trudno jednak uwierzyć, by była to jedyna i główna przesłanka stawiania na mało znanego polityka, którego doświadczenie polityczne jest znacznie mniejsze aniżeli lidera. Wytłumaczenie jest znacznie prostsze. Jarosław Kaczyński nie wygra wyborów prezydenckich. Dlatego stawia na polityka mniejszego formatu, który walczy o godną porażkę, a tę definiować będzie rezultat uzyskany w czasie wyborów. Miarą sukces, i o to walczy Duda, będzie druga tura.

Znacznie trudniej zrozumieć liderów SLD. Wybory samorządowe, jakby nie czytać wyników, zakończyły się porażką lewicy. Zaklinanie rzeczywistości w postaci wymieniania kilku miejsc, w których Sojusz zdobył mandaty przypomina farsę, którą uzupełnia nominacja dla pani Małgorzaty Ogórek. Jeśli Leszek Miller uważa, że ta kandydatura może stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla Bronisława Komorowskiego, to chyba tylko – z całym szacunkiem – w kategorii urody. Tej, kandydatce SLD odmówić nie sposób. Sęk w tym, że wybory prezydenckie, to nie konkurs piękności a wskazywanie kandydatki bez doświadczenia, bez przygotowania jest działaniem mało roztropnym. Można było sobie wyobrazić, że właśnie wybory prezydenckie, zaraz przed wyborami parlamentarnymi będą szansą na budowę albo silnego bloku lewicowego, skupionego wokół jednej, lewicowej lub centrolewicowej postaci bądź staną się trampoliną dla słabnących wyników sondażowych SLD i całej lewicy.

Sojusz miał w tej sprawie najwięcej aktywów. Największy klub parlamentarny, największy budżet, największe struktury. Rozpadający się Twój Ruch, dryfujący na granicy błędu statystycznego, pogrążony we własnym stowarzyszeniu Ryszard Kalisz czy mało widoczna i rozpoznawalna Unia Pracy to wbrew pozorom wciąż atrakcyjne postacie i środowiska, które rozdrobnione nie stanowią żadnej siły. Stąd trudno zrozumieć upór działaczy SLD w dążeniu do destrukcji i brak ruchów, przynajmniej widocznych dla szerokiej publiczności, zmierzających do zebrania wszystkich, którzy mogą zwiększyć szanse Millera na uzyskanie dobrego wyniku w wyborach parlamentarnych a co w niedalekiej przyszłości mogło mu dać silną reprezentację parlamentarną i być może udział we władzy. Odrzucenie kandydatury Kalisza, zawieszenie Napieralskiego to wszystko nie tworzy dobrej aury wokół lidera jak i samego SLD. Co gorsza, oprócz Małgorzaty Ogórek, o której niewiele wiadomo, a to co ujawniają media o jej życiu i karierze zawodowej wcale jej nie pomaga, wybory prezydenckie staną się plebiscytem także dla kilku innych lewicowych kandydatów. Swój udział zapowiedział już Janusz Palikot, zastanawia się Ryszard Kalisz, pewne jest, że wystartuje Anna Grodzka i też nie wiadomo co zrobi Unia Pracy. Na łaskę prezydenta Komorowskiego liczy też Piotr Ikonowicz, który również zgłasza swoje aspiracje prezydenckie. W sumie więc może być tak, że o lewicowy elektorat ubiegać się będzie czterech a być może nawet sześciu kandydatów.

Czyż to nie będzie piękna porażka całej lewicy?

21 sierpnia 2012

Król Bronisław I. Polska monarchią.


Błękitna krew, sygnet na palcu, wąsy, rumiana twarz. Kilkoro dzieci, wnuki, ta sama od lat żona i uwielbiane przez pretendenta do tronu polowania. Polak katolik z piękną kartą solidarnościowego podziemia. Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej a w końcu, to przecież oczywiste, król Polski. Taką przyszłość widzi dla Polski poseł Platformy Obywatelskiej Jacek Żalek i obwieszcza ją w wywiadzie dla tygodnika Wprost. Polska monarchią. Królem aktualny Prezydent Bronisław Komorowski.

Trzeba oddać posłowi PO, że jednak drogi do korony nie zamyka przed nikim, kto ma zaufanie Polaków. Jednak czy w tej konkurencji miałby ktoś dziś szanse z aktualnym gospodarzem Pałacu Namiestnikowskiego. I czy w ogóle jest ktoś, kto traktuje poważnie propozycję posła Platformy?

Poseł PO może liczyć na poparcie w PiSie. Zresztą nie pierwszy raz. Większość jego poglądów począwszy od stosunku do in vitro, klauzuli sumienia dla aptekarzy, aborcji, nauki religii w szkołach, to głos jaki częściej słychać w szeregach Prawa i Sprawiedliwości aniżeli przedstawicieli innych ugrupowań parlamentarnych. Nie powinno to aż tak dziwić, w końcu poseł Żalek był działaczem PiSu. A w szeregach partii Kaczyńskiego jest choćby aktualny prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego poseł Artur Górski, który od lat z pogarda wyraża się o systemie demokratycznym podkreślając jednocześnie same zalety wprowadzenia monarchii w Polsce. Być może jedyna różnica, jaka mogłaby podzielić posłów dotyczy odpowiedzi na pytanie kto miałby być królem, to jednocześnie nie można mieć wątpliwości, że sam pomysł wprowadzenia monarchii obu posłów mógłby jednoczyć w walce o nowy ład konstytucyjny.

I choć dziś podobne poglądy mogą wydawać się delikatnie rzecz ujmując „kompletnie od czapy”, to wszak propozycje owe padają z ust przedstawiciela demokratycznie wybranych władz. Wyrastający na czołową postać konserwatywnego skrzydła Platformy poseł Żalek przyznaje wprost, że „system demokratyczny ma wiele wad”. Wybory, w tym wybór Prezydenta Komorowskiego nazywa „kosztownym plebiscytem”, z którego jak można się domyślać nie wynika nic dobrego dla kraju i jego obywateli. I choć samo to nie musi budzić niepokoju, to już wyrażanie poglądów, że demokrację poseł Żalek mógłby pożegnać bez żalu i zastąpić ją „jakąś” formą monarchii powinno co najmniej zastanawiać.

Trudno uwierzyć, aby poglądy posła Żalka były dominujące w Platformie Obywatelskiej, to jednak tolerowanie w swoich szeregach posła, który jawnie wyraża swój de facto sprzeciw wobec aktualnego systemu konstytucyjnego jest co najmniej zadziwiające. Oczywiście rozumiem tak często powtarzaną przez większość działaczy PO tezę o palecie poglądów jakie mieszczą się w PO od lewa do prawa, zwłaszcza w sprawach światopoglądowych. Gdzieś chyba jednak jest granica, która powinna określać jakie poglądy ma ta partia w sprawach tak zasadniczych, jak kwestie ustrojowe. Inaczej trzeba będzie powtórzyć coraz bardziej pasującą do PO tezę, że jest to partia władzy a jedynym zwornikiem przeróżnych postaci jest tylko i wyłącznie dostęp do publicznych posad tak ochoczo dzielonych między przyjaciół, znajomych i członków politycznych rodzin. A program, poglądy… a kogo to obchodzi?

30 maja 2012

NIkt Prezydenta nie chce kroić. Sam się kroi broniąc Niesiołowskiego

Prezydent Komorowski ma prawo wybierać sobie przyjaciół. Jak każdy z nas może spotykać się z kim chce i kiedy chce. Ale chyba też powinien pamiętać, że dziś nie jest jednym z 460 posłów tylko wybrańcem Narodu. Najważniejszą postacią w kraju. Źle dobrane przyjaźnie mają też wpływ na Jego wizerunek.




Trzeba docenić Prezydenta Bronisława Komorowskiego, że mimo, iż Stefan Niesiołowski nie ma ostatnio dobrej passy, zachował się wobec Niego jak oddany i dobry przyjaciel. W programie Tomasz Lis Na żywo nie kalkulował i nie przyłączył się do chóru krytyków polityka Platformy, ale bronił relacji ich łączących z podziwu godnym zaangażowaniem. Nie można krytykować Prezydenta za oddanie w relacjach jakie łączą go z innymi ludźmi. Za to można i należy podkreślić, że Stefan Niesiołowski gdzieś w przekroju kilkunastu ostatnich lat całkowicie rozmienił na drobne swój polityczny potencjał.


Ma rację Piotr Gursztyn publicysta Rzeczypospolitej, który w artykule Polityczny celebryta tak między innymi charakteryzuje działalność polityka Platformy Obywatelskiej: Stefan Niesiołowski powinien zniknąć z polityki. Przez ostatnie dwadzieścia lat nie wniósł do niej nic pozytywnego. Bilans jego dokonań równa się zeru. Dodam, że Gursztyn jest jednocześnie sprawiedliwy wobec działalności Stefana Niesiołowskiego w okresie PRLu przypominając jego zasługi, odwagę i bezkompromisowość. Jednak skupiając się na działalności politycznej Niesiołowskiego już w czasach Polski niepodległej, słusznie zauważa, że poza wyrażaną publicznie i odmienianą we wszelkich przypadkach niechęcią wobec braci Kaczyńskich i PiSu działalność parlamentarną ma niezwykle skromną. I rzeczywiście, mimo wielu lat zasiadania w polskim parlamencie Stefan Niesiołowski nie może pochwalić się znaczącą liczbą interpelacji, zapytań. Oczywiście nie jest to jedyny i całkowicie wiarygodny wyznaczniki aktywności poselskiej. Choć trzeba dodać, że i publicznych wystąpień z mównicy sejmowej miał niewiele, a jeśli już takowe były, to skupiał się w nich na ocenie innych polityków. Z reguły PiSu.


Pamiętam jak w 2006 roku w czasie Kongresu Platformy Obywatelskiej Stefan Niesiołowski zaskarbił sobie sympatię zgromadzonych działaczy obrażając Lecha Kaczyńskiego. Nie ukrywajmy, że tegoż samego, o którym trudno powiedzieć, a były to doświadczenia stosunkowo świeże, że był dobrym Prezydentem Warszawy a zaraz potem Polski. Co prawda tę drugą funkcję pełnił wówczas dość krótko, tym niemniej był to też okres w którym Prawo i Sprawiedliwość sprawowało pełnię władzy. I nawet jeśli na siłę uznamy, że w owym czasie słowa Niesiołowskiego mogły mieć jakieś wytłumaczenie, o tyle używanie dzisiaj podobnej argumentacji, skali szaleństwa w ocenie otaczającej rzeczywistości jest cokolwiek przesadne i chyba jednocześnie sztuczne i teatralne. Być może Stefanowi Niesiołowskiemu rola nadwornej małpy odpowiada zwłaszcza wobec braku gotowego rzucić się do gardła Kaczyńskiego Janusza Palikota. Ten ostatni póki co sam buduje swoją formację i pozycję, z nadzieją na mniej lub bardziej skuteczną walkę o prezydenturę z samym Komorowskim. Trzeba też przyznać, że chyba nikt w Platformie nie oczekuje zmiany od Stefana Niesiołowskiego. Podczas niedawnej Rady Krajowej miast zastanawiać się nad lepszym zarządzaniem krajem członkowie PO roztkliwiali się nad losem Niesiołowskiego czyniąc z 68-letniego polityka niemal symbol niekończącej się walki z IV RP. Nic więc dziwnego, że mimo wyjątkowo ubogich osiągnięć Niesiołowskiego na polu merytorycznym ma się On całkiem dobrze w szeregach partii rządzącej. 


I być może Prezydent Komorowski będzie jeszcze w niejednym programie radiowym czy telewizyjnym wychwalał zalety Stefana Niesiołowskiego i łączącej ich przyjaźni. Być może nie raz jeszcze usłyszymy, jak wartościowym jest politykiem. Sęk w tym, że wobec kolejnych wygłupów i zachowań nieparlamentarnych Niesiołowskiego, coraz trudnej będzie uwierzyć słowom Prezydenta, że tacy ludzie są polskiej polityce potrzebni. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...